Sąd orzekł, że Bartosz D. z Chełmży znęcał się z szczególnym okrucieństwem nad swoim psem Fijo. Pod koniec stycznia zwierzę zostało brutalnie pobite przez właściciela. Miało m.in. powybijane zęby, złamaną szczękę oraz dotkliwy uraz kręgosłupa, który doprowadził do paraliżu tylnych łap, a także złamanie kości udowej.

Bartosz D. był poszukiwany listem gończym i po zatrzymaniu przez policjantów wyjaśnił w prokuraturze, że ukrywał się po zdarzeniu za granicą. Przed sądem konsekwentnie nie przyznawał się do winy, twierdząc, że przewrócił się na psa w swoim mieszkaniu, gdy był pijany. Jako winnych jego problemów z wymiarem sprawiedliwości wskazywał dziennikarzy. Sąd nie dał wiary jego tłumaczeniom, uznając je za całkowicie niewiarygodne. W uzasadnieniu wskazano również, że Bartosza D. nie można traktować "jako ofiarę tej sprawy, na którą się kreuje, ale działającego ze szczególnym okrucieństwem sprawcę".

Postanowienie sądu uwzględnia również przepadek na rzecz Skarbu Państwa psa Fijo. Oskarżonego obciążono także nawiązką w wysokości 3 tys. zł na rzecz Fundacji dla Szczeniąt Judyta. Bartosz D. musi również wpłacić na rzecz fundacji blisko 26 tysięcy złotych tytułem naprawienia szkody.

- Oskarżony stwierdził, że gdy wrócił do domu, to pies plątał się mu pod nogami i spowodowało to jego upadek na psa. W ocenie sądu wersja Bartosza D. jest całkowicie niewiarygodna. Przeczą temu zasady doświadczenia życiowego, bo trudno sobie wyobrazić, by dorosły mężczyzna ważący wówczas ok. 100 kg mógł przewrócić się dwoma kolanami na małe szczenię. Każdy z nas wie, że jest to bardzo mało prawdopodobne. Nie będziemy tutaj jednak ustalać stanu faktycznego na zasadach prawdopodobieństwa i doświadczenia życiowego. W tej sprawie kluczowe znaczenia ma opinia biegłych, którzy na podstawie zebranej dokumentacji stwierdzili, że pies doznał co najmniej trzech urazów - okolicy żuchwy, kręgosłupa piersiowego z uszkodzeniem rdzenia kręgowego, który spowodował porażenie tylnych kończyn oraz uraz okolicy miednicy - powiedziała uzasadniając wyrok sędzia Aneta Zawulewska-Glonek.

Sędzina wskazała, że zdaniem biegłych te obrażenia powstały "na skutek działania, co najmniej trzykrotnego, przy użyciu narzędzia tępego o niewielkiej powierzchni, którym może być pięść, stopa oraz kolano".

- Kluczowe znaczenie w tej sprawie mają również dowody zabezpieczone w drodze eksperymentu procesowego. Prokuratura bowiem sprawdzała wiarygodność zeznań oskarżonego, który twierdził, że przewrócił się przed drzwiami do łazienki. Przeprowadzony eksperyment dowiódł, że w tym miejscu nie znajdują się żadne ślady biologiczne - mówiła Zawulewska-Glonek.

Wyrok jest nieprawomocny. Mężczyzna nie pojawił się na odczytaniu wyroku. Katarzyna Topczewska, pełnomocnik Fundacji "Judyta", która zaopiekowała się psem po pobiciu, powiedziała, że będzie rozważana w tej sprawie apelacja.

- Liczyłam na najwyższy wymiar kary w tych okolicznościach, czyli trzy lata więzienia. Trzeba brać pod uwagę również to, że po nowelizacji przepisów, gdyby ten mężczyzna zrobił to samo kilka miesięcy później, to groziłaby mu już kara do 5 lat pozbawienia wolności. Dobrze jednak, że zapadł wyrok bezwzględnego więzienia. Postawa oskarżonego, brak jakiejkolwiek skruchy, a nawet ironiczne podchodzenie do sprawy świadczą o tym, że kompletnie nie żałuje tego, co zrobił. Mam nadzieje, że ten wyrok będzie przestrogą dla każdego, kto traktuje zwierzę jak rzecz - powiedziała Topczewska.

W jej ocenie najważniejsze jest stwierdzenie sądu, że "za takie bestialstwo idzie się do więzienia".

- Będziemy rozważali złożenie apelacji od tego wyroku. Dobrze, że sąd zasądził zwrot kosztów leczenia Fijo oraz zakaz posiadania przez oskarżonego zwierząt przez okres 10 lat, czyli maksymalny wskazany przepisami. To postępowanie było trudne dlatego, że nie było bezpośredniego świadka zdarzenia. Sąd musiał opierać się na opinii biegłych i zabezpieczonych w mieszkaniu śladach - dodała Topczewska.

Podkreśliła, że oskarżony nigdy nawet nie zapytał obecnych opiekunów psa o to, co z nim się dzieje.

- Oczekujemy, że sąd apelacyjny utrzyma ten wyrok w mocy lub go zaostrzy. Jeżeli chodzi o przepadek psa, to po uprawomocnieniu się wyroku sąd przekaże Fijo organizacji społecznej i to ona będzie nim dysponowała. To ona zadecyduje o jego stałym domu - mówiła pełnomocnik fundacji.

W miesiącach po wypadku pies Fijo był m.in. rehabilitowany w Portugalii. Już zawsze będzie jednak niepełnosprawny i będzie wymagał szczególnej opieki.