Zbigniew Ziobro podkreślił na briefingu prasowym, że sprawa zabójstwa Jaroszewiczów .
- mówił prokurator generalny.
- - podkreślił Ziobro.
Dwóch zatrzymanych przyznało się do zabójstwa. Trzecia osoba, zatrzymana we wtorek rano przez Centralne Biuro Śledcze Policji na polecenie prokuratury, odmówiła składania zeznań. Wszyscy trzej mężczyźni wchodzili w skład tzw. gangu karateków, grupy przestępczej działającej w latach 90. i liczącej w sumie 9 osób.
Na słowa ministra zareagował dziennikarz śledczy Tomasz Sekielski. Przypomniał Zbigniewowi Ziobrze, że to on odnalazł zaginione dowody, które pomogły teraz policji iprokuraturze dopaść przestępców.
Panie ministrze Ziobro, tak dla porządku, zaginione dowody w sprawie zabójstwa Jaroszewiczów odnalazłem ja, a nie jakaś bliżej nie określona gazeta. #szacunekdlafaktów
— Tomasz Sekielski (@sekielski) March 14, 2018
Zauważył też, że te dowody chciał przekazać kierownictwu resortu w lutym ubiegłego roku, jednak ani Zbigniew Ziobro ani jego zastępcy nie byli zainteresowani tym spotkaniem.
Gdy w lutym zeszłego roku chciałem przekazać odnalezione dowody w sprawie zabójstwa Jaroszewiczów ministrowi sprawiedliwości, ani pan Ziobro, ani jego zastępcy nie byli zainteresowani spotkaniem. Dziś słyszę, że to ich wielki sukces 😂😂🙃
— Tomasz Sekielski (@sekielski) March 14, 2018
Na zarzuty dziennikarza odpowidziały policja i prokuratura, które twierdzą, że sprawę Jaroszewiczów rozwiązano przy okazji innej sprawy, a materiał zebrany przez Tomasza Sekielskiego nie miał wpływu na śledztwo.
Materiał zebrany przez Pana @sekielski nie miał wpływu na bieg postępowania, w którym zarzuty usłyszeli Dariusz S., Robert S. i Marcin B.3/3
— PROKURATURA (@PK_GOV_PL) 14 marca 2018
Ostro całą sprawę skomentował były wiceminister sprawiedliwości, Michał Woś. Jego zdaniem, dziennikarz przekazał "bezwartościow odciski palców", które nie mają nic wspólnego z ustaleniami śledczych.
Red.@sekielski przekazał „dowody” tj.bezwartościowe odciski palców nienależące do sprawców i niepełne DNA. „Dowody”nie mają nic wspólnego z ustaleniami śledztwa.
— Michał Woś (@MWosPL) 14 marca 2018
Udział w sukcesie @PK_GOV_PL i @ZiobroPL pan Sekielski ma mniej więcej taki jak w zwycięstwie Polaków pod Grunwaldem😄 https://t.co/1eeuQKwlGM
Stwierdził też, że przypisanie sobie udziału w sukcesie "nie jest szlachetne".
Powiedział to co napisałem. Po przesłuchanie Pana i zbadanie przekazanych materiałów (to szlachetne) nic nie wniosło.
— Michał Woś (@MWosPL) 14 marca 2018
Sukces osiągnęła krakowska prokuratura w ramach szerszego śledztwa w sprawie grupy porywaczy. Przypisanie sobie udziału w sukcesie szlachetne już nie jest. https://t.co/gOvb0MRcOP
Jaroszewiczów zamordowano w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r. w ich willi w warszawskim Aninie. Sprawcy najprawdopodobniej weszli przez balkon na piętrze. Były premier był przed śmiercią torturowany. Bandyci przywiązali go do fotela i zacisnęli mu na szyi rzemienną pętlę. Zwłoki Alicji Solskiej-Jaroszewicz znaleziono w łazience. Zginęła od strzału w głowę z bliskiej odległości ze sztucera męża. Miała związane ręce.
Z materiałów sprawy wynika, że z willi Jaroszewiczów nie zginęło nic poza dwoma pistoletami. Nie została skradziona biżuteria, kolekcja znaczków pocztowych, obrazy czy książeczki czekowe. Mieszkanie nie zostało splądrowane. Bałagan mordercy zostawili tylko w gabinecie Jaroszewicza.
Według wcześniejszych ustaleń RMF FM, przestępcy przygotowywali się do napadu przez długi czas. Wiedzieli, że w willi mieszka były premier. Wiedzieli też, że ma spory majątek.
Alicja Solska-Jaroszewicz miała 67 lat, Piotr Jaroszewicz - 83.
W kwietniu 1994 r. zatrzymano czterech podejrzanych o dokonanie zbrodni. Wszyscy byli mieszkańcami Mińska Mazowieckiego notowanymi wcześniej przez policję. Od początku twierdzili, że są niewinni, a prokuratura bezzasadnie przypisuje im zabójstwo. W 1998 r. ówczesny Sąd Wojewódzki w Warszawie uniewinnił ich z braku dowodów. W uzasadnieniu wydanego wyroku ocenił, że w początkowej fazie śledztwa organa ścigania dopuściły się rażących uchybień.
W 2000 r. wyrok uniewinniający utrzymał Sąd Apelacyjny w Warszawie.
Potem pojawiły się nowe materiały dowodowe w postaci odbitek linii papilarnych utrwalonych na foliach daktyloskopijnych. W efekcie ponowne śledztwo w sprawie zabójstwa Jaroszewiczów zleciła Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. Odbitki zaginęły jednak w 2006 roku.
Do śledztwa powrócono na dobre dopiero w czerwcu 2017.
- - informował wówczas PAP rzecznik prasowy praskiej prokuratury okręgowej prok. Łukasz Łapczyński.
Dodał, że chodzi o ślady kryminalistyczne "w postaci odbitek linii papilarnych utrwalonych na foliach daktyloskopijnych oznaczonych numerami 25, 27 i 28". - - zaznaczył prokurator.
Kilka miesięcy wcześniej media podawały, że młodszy syn zamordowanego byłego premiera Jan Jaroszewicz przekazał dziennikarzowi Tomaszowi Sekielskemu pudełko, które otrzymał w 2010 r. z sądu i którego wcześniej nie otwierał. Jak informowano, wewnątrz znajdowały się m.in. trzy folie ze śladami linii papilarnych mogącymi pochodzić z głowicy ciupagi, którą mogli posługiwać się sprawcy oraz zakrwawiona koszula zamordowanego.
Łapczyński przypomniał, że w związku z zaginięciem odbitek linii papilarnych w 2006 r. w Komendzie Głównej Policji prowadzone były czynności wyjaśniające zmierzające do ustalenia miejsca ich przechowywania. - - dodał. Tamto śledztwo zostało zakończone w lipcu 2008 r. umorzeniem wobec niewykrycia sprawców przestępstwa.