- - poinformował PAP rzecznik prasowy praskiej prokuratury okręgowej prok. Łukasz Łapczyński.
Dodał, że chodzi o ślady kryminalistyczne "w postaci odbitek linii papilarnych utrwalonych na foliach daktyloskopijnych oznaczonych numerami 25, 27 i 28". - - zaznaczył prokurator.
Śledztwo wszczęto w praskiej prokuraturze okręgowej przed tygodniem. O sprawie napisał na twitterze dziennikarz Tomasz Sekielski. Kilka miesięcy temu media podawały, że młodszy syn zamordowanego byłego premiera Jan Jaroszewicz przekazał dziennikarzowi pudełko, które otrzymał w 2010 r. z sądu i którego wcześniej nie otwierał. Jak informowano, wewnątrz znajdowały się m.in. trzy folie ze śladami linii papilarnych mogącymi pochodzić z głowicy ciupagi, którą mogli posługiwać się sprawcy oraz zakrwawiona koszula zamordowanego.
Łapczyński przypomniał, że w związku z zaginięciem odbitek linii papilarnych w 2006 r. w Komendzie Głównej Policji prowadzone były czynności wyjaśniające zmierzające do ustalenia miejsca ich przechowywania. - - dodał. Tamto śledztwo zostało zakończone w lipcu 2008 r. umorzeniem wobec niewykrycia sprawców przestępstwa.
Jak dodał wszczęcie tamtego śledztwa, miało związek z ustaleniem, iż podczas postępowania dotyczącego zabójstwa Jaroszewiczów nie zbadano dowodowo wszystkich śladów daktyloskopijnych zabezpieczonych na miejscu zdarzenia i "do eliminacji pozostały ślady oznaczone nr 1, 4, 25, 27 i 28".
- - powiedział Łapczyński.
Prokurator wyjaśnił, że dlatego obecnie - podczas wszczętego właśnie śledztwa - prokurator "w pierwszej kolejności zapozna się z aktami prawomocnie zakończonego postępowania sądowego Sądu Wojewódzkiego w Warszawie dotyczącego zabójstwa, a także aktami postępowania prowadzonego w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie w sprawie zaginięcia śladów kryminalistycznych". - - powiedział.
Jaroszewiczów zamordowano w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r. w ich willi w warszawskim Aninie. Byłemu premierowi bandyci zacisnęli na szyi rzemienną pętlę; przedtem go maltretowali. Jego żona Alicja Solska-Jaroszewicz zginęła od strzału w głowę z bliskiej odległości ze sztucera męża.
Oskarżonych o dokonanie tej zbrodni zatrzymano w kwietniu 1994 r. Krzysztof R. - "Faszysta", Wacław K. - "Niuniek", Henryk S. - "Sztywny" i Jan K. - "Krzaczek" od początku twierdzili, że są niewinni, a prokuratura bezzasadnie przypisuje im zabójstwo Jaroszewiczów.
W 1998 r. ówczesny Sąd Wojewódzki w Warszawie uniewinnił całą czwórkę z braku dowodów - wnosiła o to nie tylko obrona podsądnych, ale też oskarżyciel. - - mówił wtedy w mowie końcowej prok. Andrzej Bartecki. Sąd ocenił w uzasadnieniu wydanego wyroku, że w początkowej fazie śledztwa organa ścigania dopuściły się rażących uchybień. W 2000 r. wyrok uniewinniający utrzymał Sąd Apelacyjny w Warszawie.
- - mówił w grudniu zeszłego roku w wywiadzie dla PAP dr hab. Patryk Pleskot z Instytutu Pamięci Narodowej.