We wtorek poznański sąd okręgowy zakończył przewód sądowy w sprawie Adama Z. Po wygłoszeniu przez strony mów końcowych, sąd poinformował, że wyrok w tej sprawie wyda 17 kwietnia.

Reklama

Według prokuratury 23 listopada 2015 r. mężczyzna zepchnął Ewę Tylman ze skarpy, a potem nieprzytomną wrzucił do wody. Za zabójstwo z zamiarem ewentualnym grozi mu do 25 lat więzienia lub dożywocie. Podczas rozprawy w lutym 2017 r. sąd uprzedził jednak strony o możliwości zmiany kwalifikacji czynu na nieudzielenie pomocy, za co grozi do 3 lat więzienia. Od tego czasu Adam Z. jest na wolności.

Oskarżony nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu. Odmówił składania wyjaśnień przed sądem i odpowiadał wyłącznie na pytania obrony. W trakcie procesu nie podtrzymał też wcześniejszych wyjaśnień przytoczonych przez sąd, w części dotyczącej tego, co się działo po wyjściu z klubu. Twierdzi, że nie pamięta okoliczności, w jakich miała zginąć Ewa Tylman, a do niekorzystnych dla siebie wyjaśnień zmuszali go policjanci. Śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Zielonej Górze było dwukrotnie umarzane.

- Życie człowieka jest najwyższą wartością i jako takie podlega szczególnej ochronie prawno-karnej. Niestety, jak pokazuje niniejsza sprawa, nie dla każdego stanowi ono taką szczególną wartość – podkreśliła rozpoczynając mowę końcową prokurator Magdalena Jarecka.

Prokuratura zaznaczyła, że na podstawie m.in. wyników sekcji zwłok i opinii biegłych, można przyjąć, że podstawowe funkcje życiowe Ewy Tylman w momencie, kiedy znalazła w się w Warcie, były zachowane. Prokuratura wskazała ponadto, że niepamięć, jaką zasłaniał się w trakcie śledztwa i procesu oskarżony, jest wyłącznie przyjętą przez niego linią obrony.

Prokuratura wniosła o uznanie oskarżonego winnym zabójstwa z zamiarem ewentualnym i wymierzenie Adamowi Z. kary 15 lat pozbawienia wolności, a także zapłaty 100 tys. zł nawiązki na rzecz rodziny Ewy Tylman.

- Nie wyobrażacie sobie, jakie mną targają emocje, trudno mi jest mówić - podkreślił we wtorek w sądzie ojciec Ewy Tylman, Andrzej. Jak dodał, "reprezentuje tu swoją córkę". - Zostało tu tyle powiedzianych wniosków różnych, dowodów. Wnioskujemy z naszą rodziną o najwyższy wymiar kary dla Adama Z. ponieważ to on jest winien śmierci mojego dziecka. Ja mam przed oczami tylko Ewę, nie mam nikogo innego – podkreślił.

Pełnomocnicy rodziny Ewy Tylman, adw. Wojciech Wiza i adw. Mariusz Paplaczyk zaznaczyli w sądzie, że "nie ma żadnego wyroku, który byłby w stanie – obojętnie, jaką sąd przyjmie kwalifikację – który byłby w stanie ukoić ból, dać satysfakcję najbliższym Ewy Tylman" – podkreślił Wiza.

Dodał, że "jest na tej sali jeden człowiek, który bardzo dobrze wie, co się stało w nocy z 22 na 23 listopada. Ale ten człowiek bardzo chce tego nie pamiętać. I bardzo nie chce tego powiedzieć".

Obrońca Adama Z. adw. Ireneusz Adamczak podkreślił w mowie końcowej, że "obrona stoi na stanowisku, że oskarżony nie dopuścił się zarzucanego mu czynu". - Gdzie są dowody osobowe i rzeczowe na te twierdzenia opisane w konkluzjach aktu oskarżenia? Gdzie są świadkowie, którzy by to potwierdzili? Gdzie dowody na okoliczność motywów oskarżonego? – spekulacje przecież nie mogę stanowić żadnej podstawy orzeczenia – mówił.

Obrońca wskazał, że brak dowodów zarówno, aby uznać Adama Z. winnym zabójstwa z zamiarem ewentualnym, ale także nie ma dowodów, by uznać, że jest winnym nieudzielenia jej pomocy.