Stan polskiego budownictwa doskonale znamy. Nawet niedawno wybudowane bloki po kilkunastu miesiącach a to mają jakiś wyciek, a to coś w nich odpadło - wylicza "Fakt". A jak jeszcze nasi pożal się Boże fachowcy mają poparcie władz dzielnicy, jak "ekipa" majstra Stanisława Nowickiego, wtedy zaczyna się koszmar.
Stara kamienica na warszawskiej Woli bardzo potrzebowała prac hydraulicznych. Rury były stare i zniszczone. Rok temu miasto przysłało speców Nowickiego. "Chodzili pijani, wszystko psuli i żądali ekstra pieniędzy za prace, które mieli zapisane w kontrakcie" - opowiadają "Faktowi" mieszkańcy, którzy za własne pieniądze musieli kończyć po robotnikach. Z ciężkim sercem, ale byli nawet zadowoleni. Bo ekipa grozy wreszcie sobie poszła.
Remont trzeba było dokończyć w tym roku. Mieszkańcy chcieli, by remont dokończyła inna firma. Ale ostateczne zdanie miała dzielnica. I znowu na Woli pojawili się "spece" Nowickiego.
"Przyszedł tu taki zionący alkoholem, oparł się na umywalce i ją urwał! Jak poprosiłam, żeby naprawił, to powiedział, że taka naprawa nie należy do jego obowiązków. Zażądał 50 zł. Co miałam zrobić, dałam mu..." - mówi "Faktowi" pani Józefa Zych. "Powiedzieli, że jak im nie zapłacę, to nie będą poprawiać. Zostawili ruszający się i cieknący klozet" - dodaje inna mieszkanka kamienicy, Edyta Szymanek. "A żeby rurkę puścili pod zlewem, a nie w miejscu lustra, chcieli 200 zł ekstra. Mam nadzieję, że poprawią, ale od dwóch tygodni nikt nie przyszedł" - opowiada na łamach gazety załamana Józefa Zych.
Władze dzielnicy twierdzą, że wszystko jest w porządku. A co na to majster Nowicki? "Fakt" zapytał go o nieporządek, który jego ekipa zostawiła w jednym z mieszkań. "Tej pani to specjalnie zostawiliśmy syf w mieszkaniu, bo w zeszłym roku nasłała na nas media" - mówi z dumą nasz majster.