Pięcioletni chłopiec zginął w pożarze jednego z bloków w Nowej Hucie. Dziecko było w mieszkaniu samo, bo babcia, która miała się nim opiekować, wyszła. Teraz tłumaczy, że zostawiła wnuczka "tylko na chwilę".
Nie wiadomo, dlaczego na trzecim piętrze jednego z bloków wybuchł pożar. Strażacy musieli ewakuować aż 10 osób. Nie zdołali jednak pomóc małemu chłopcu, który został w płonącym mieszkaniu.
Był sam, choć miała się nim opiekować babcia. Kobieta tłumaczy się, że musiała wyjść na kilka chwil z mieszkania. Policja zweryfikuje jednak dokładnie jej wersję wydarzeń.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl