Dziennik Gazeta Prawana logo

Policjanci z Vancouver odpowiedzą za śmierć Polaka

22 listopada 2007, 09:41
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Kanadyjskim władzom nie uda się już wyciszyć sprawy śmierci Roberta Dziekańskiego. Policjanci, którzy porazili go prądem z paralizatora, nie pozostaną bezkarni. Nie wystarczy przeniesienie do innej jednostki - co planowali ich przełożeni. Jego zabójcy prawdopodobnie staną przed sądem - przyznał minister bezpieczeństwa publicznego Kanady, Stockwell Day.

Śledztwo w sprawie śmierci Polaka ma zakończyć się za trzy tygodnie. "Jeśli trzeba będzie wymierzyć karę, tak się stanie" - zapewnił minister Day.

W tym tygodniu najprawdopodobniej poznamy treść raportu służb granicznych lotniska w Vancouver. Ma on wyjaśnić, dlaczego Polak przez 10 godzin błąkał się po strzeżonej strefie lotniska, co w tym czasie robił i dlaczego nikt mu nie pomógł.

Kanadyjczycy są poruszeni tragedią Roberta Dziekańskiego. W sobotę przynajmniej w trzech miastach odbędą się akcje protestacyjne przeciwko brutalności policji.

W poniedziałek policja po raz kolejny użyła paralizatora. Funkcjonariusze, którzy próbowali aresztować 36-letniego mężczyznę użyli najpierw gazu obezwładniającego i pałek, a potem paralizatora. Mężczyzna trafił do szpitala. Lekarze walczą o jego życie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj