Dziennik Gazeta Prawana logo

Walka z koronawirusem. Polacy dzwonią do sanepidu i donoszą na sąsiadów

12 marca 2020, 07:57
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Koronawirus
<p>Koronawirus</p>/PAP
Polacy dzwonią do sanepidu i donoszą na sąsiadów lub współpracowników, że mogą być nosicielami koronawirusa. Skargi składają również pracodawcy – na swoich pracowników. W skali kraju można już mówić o setkach takich telefonów dziennie.

mówi jeden z pracowników sanepidu. mówi Anna Obuchowska z pomorskiego sanepidu. Pracownicy wojewódzkiego sanepidu radzą wtedy, żeby z wątpliwościami zadzwonić do lokalnych oddziałów albo na infolinie uruchomione przez PZU czy NFZ. W najgorszych sytuacjach będzie reagować policja. Jednak nie wszystkie zgłoszenia są zasadne.

mówi Małgorzata Kapłan, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Szczecinie. Podobnie jest w innych regionach.słyszymy od Zbigniewa Solarza z WSSE w Łodzi. A Magdalena Odrowąż-Mieszkowska z WSEE we Wrocławiu dodaje, że w ich przypadku sygnały pochodzą głównie od pracodawców, a zaczęły się wraz z końcem ferii, gdy ludzie wracali z urlopów we Włoszech.

Skargi dotyczą przeważnie tego, że jakaś osoba – zdaniem dzwoniącego – nie stosuje się do zaleceń Głównego Inspektoratu Sanitarnego, choć wróciła z zagrożonego regionu lub miała styczność z taką osobą. Problem w tym, że, jak tłumaczy Kapłan, często mylimy kwarantannę z nadzorem. Tylko w przypadku tej pierwszej osoba powinna przebywać przez 14 dni w odizolowaniu w domu, czyli nie wychodzić na zewnątrz. Gdy jest pod nadzorem, może się swobodnie poruszać, ale musi dokonywać samokontroli stanu zdrowia. dodaje.

Eksperci z sanepidów dodają, że nie bardzo mają jak reagować na takie donosy.

– tłumaczy Odrowąż-Mieszkowska.

Mimo to sanepidy nie pozostawiają takich sygnałów bez echa. Robią analizę przypadku, by wykluczyć chorobę u osoby, na którą składany jest donos. Takie informacje mają też swoją dobrą stronę. Dzwoniący pytają przy okazji, jak powinni postępować po kontakcie z osobą, która może być zarażona. Tym samym rośnie świadomość działań profilaktycznych w społeczeństwie. A i część skarg nie jest bezzasadna.

Pracownicy sanepidów przyznają, że problemem jest to, że ludzie nie przestrzegają zasad kwarantanny. Przykładem ostatnia ucieczka ze szpitala mieszkańca powiatu legionowskiego. Został złapany przez policję i karetką odwieziony z powrotem. Do osób, które łamią zasady kwarantanny, może przyjechać policja. Grozi za to także kara do 5 tys. zł, a nawet może zostać złożone zawiadomienie do prokuratury, bo taka osoba zagraża zdrowiu i życiu innych. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj