Kiedy u Litwinów wybije północ, u nas będzie dopiero godzina 23.00. Nasi wschodni sasiedzi znajdą się zatem w Europie bez granic o godzinę wcześniej od Polski. Nic im to jednak nie da, bo i tak będą musieli poczekać godzinę, zanim nasi celnicy opuszczą swoje stanowiska pracy.

Przygotowania do wejścia do strefy Schengen trwały przez wiele lat, i to zarówno w Polsce jak i na Litwie. Nikt jednak nie zauważył takiej z pozoru błahostki jak różnica w godzinach. Teraz okazuje się jednak, że możemy przynajmniej przez 60 minut być "ręcznym hamulcem" dla dążeń Litwinów do wolnego i nieskrępowanego podróżowania po Europie.

Na rozwiązanie tego problemu Polacy i Litwini mają zaledwie godziny. Sprawa stała się poważna i to na tyle, że jutro mają się nią zająć ministrowie spraw wewnętrznych obu państw.