"Złodzieje okradają podróżnych, rozbierają tory i sieć trakcyjną, 98 proc. pociągów nie ma instalacji przeciwpożarowych, a zdewastowane i okupowane przez bezdomnych dworce nie są monitorowane" - twierdzi Najwyższa Izba Kontroli w raporcie, do którego dotarł DZIENNIK. Zdaniem NIK, zatrudniająca 3,5 tysiąca ludzi Straż Ochrony Kolei działa tak fatalnie, że powinna zostać zlikwidowana.

Na kolei ginie wszystko - żeliwne ciężary do napinania sieci trakcyjnej, węgiel z węglarek, części semaforów, elektromagnesy służące do samoczynnego hamowania pociągów, półki na bagaże, osłony grzejników, klamki i popielniczki, a nawet zegary z dworcowych poczekalni. Na początku grudnia złodzieje ukradli nawet 176 metrów sieci trakcyjnej Centralnej Magistrali Kolejowej.

Inspektorzy NIK skontrolowali 26 pociągów spółki Koleje Mazowieckie. "Zdewastowane, odrażająco brudne toalety, niesprawne hamulce bezpieczeństwa" - napisali w raporcie. Nie lepiej jest na dworcach kolejowych. Jak się okazuje, monitoringiem objęty jest zaledwie co dziesiąty z nich. SOK nie uruchomiła nawet bezpłatnego telefonu interwencyjnego. "PKP SA rozpisały przetarg na montaż monitoringu wideo na 19 największych dworcach" - zapewnia Michał Wrzosek, rzecznik prasowy PKP.

Statystyka jest szokująca: w 2005 r. na kolei popełniono 101 tys. przestępstw i wykroczeń, w 2006 r. - ponad 86 tys. Roczne straty spowodowane kradzieżami i dewastacjami liczone są w dziesiątkach milionów złotych. Tymczasem policja likwiduje dworcowe komisariaty ze względu na... zbyt wysoki czynsz, którego żądają PKP. Inspektorzy NIK natrafili na komisariaty jedynie na trzech dworcach: w Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu.

"Raport NIK jest dla nas krzywdzący" - twierdzi Rafał Buczek, rzecznik prasowy SOK. "Nasi funkcjonariusze nie mogą być wszędzie. Objęte ochroną są pociągi nocne i te, w których dochodzi do największej liczby kradzieży".