Na nic apele policji o trzeźwość. W Krośnie kierowca autobusu MPK przesadził podczas wigilijnej kolacji i rano jeszcze nie doszedł do siebie. Ale co tam. Duch w narodzie nie ginie, a Polacy są znani z ułańskiej fantazji. Więc do południa woził pasażerów. Promili miał tyle, że nie był w stanie nawet trzymać się swojego pasa ruchu.
To, że do wypoadku nie doszło chyba należy zawdzięczać temu, iż w pierwszy dzień Świąt ruch na drogach był raczej niewielki. Policję o "wczorajszym" kierowcy zaalarmowała jedna z osób jadących autobusem. Funkcjonariusze zatrzymali kierowcę na ostatnim przystanku.
Tam musiał dmuchnąć w alkomat. Okazało się, że miał 2,8 promila alkoholu. Kierowca prawo jazdy utraci na pewno, pracę być może też, a i za kratki może pójść na dwa lata.
Ustalono, że mężczyzna z stanie zamroczenia alkoholowego wyjechał autobusem krośnieńskiego MPK prosto z domu. Tam bowiem parkował pojazd przed wyruszeniem w trasę. Najprawdopodobniej była to jego ostatnia jazda w krośnieńskim Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|