"Trudno się temu dziwić. Wszędzie, gdzie są ludzie, tam też i my powinniśmy pójść, by im pomagać" - tłumaczy ks. Wojciech Grzesiak, wikariusz w parafii św. Stanisława B. i M. w Bytomiu. Jest jednym z ponad 80 absolwentów Wyższego Seminarium Duchownego w Katowicach, którzy już zarejestrowali się w Naszej-klasie.
"Po tym, jak trzy tygodnie temu umieściłem profil w Naszej-Klasie, zgłasza się do mnie coraz więcej osób z prośbami o różnego rodzaju rady duchowe. To nie tylko znajomi ze szkolnych ław, których nie widziałem wiele lat, ale często zupełnie nieznani mi ludzie" - opowiada ks. Eugeniusz Burzyk, pracownik kurii bielsko-żywieckiej.
Z jakimi problemami użytkownicy Naszej-klasy zwracają się do zarejestrowanych tam duchownych? Jak mówi ks. Burzyk, często są to prośby o praktyczne wskazówki - gdzie odbywają się rekolekcje czy gdzie najlepiej udać się na kościelne spotkania dla małżeństw.
Ale nie tylko. "Internauci czują wyraźny głód obecności księdza i nie brakuje też trudnych pytań dotyczących indywidualnych życiowych problemów. W takich wypadkach kapłan zobowiązany jest jednak do dyskrecji" - mówi ks. Burzyk.
Otwarty na takie trudne zwierzenia jest o. Adam, jeden z ponad trzydziestu jezuitów, którzy też zapisali się do Naszej-klasy. "Dopiero co zgłosił się do mnie przez portal znajomy z liceum, który żyje obecnie w związku niesakramentalnym. To dla niego duży problem, więc podałem maila i zaczęliśmy korespondować" - opowiada.
Jak mówi, zwraca uwagę, by w takich sytuacjach udzielać porad duchowych poza forum Naszej-klasy, bo te są dostępne dla innych. "W niektórych trudnych przypadkach wiem, że nie obędzie się też bez bezpośredniego spotkania. Wtedy zapraszam do swojej parafii" - opowiada gazecie "Metro".