Parkowy skwerek w podwarszawskim Ursusie. Na środku zagubiony łoś. Jest spokojny, skubie trawę. Nagle pada strzał, a ranne zwierzę przewraca się i drga w konwulsjach - takie obrazy widać na filmie, opublikowanym na stronach tvn24.pl.

Reklama

Uwaga! Na filmie są drastyczne sceny<<<

Przedstawiciele Lasów Miejskich twierdzą, łoś był agresywny, a film nie pokazuje całości ponad godzinnej akcji.

Ale jak dowiedział się nieoficjalnie dziennik.pl, policja ma inne ustalenia, które mówią o złamaniu wszelkich procedur.

Najpierw przez prawie godzinę strażnicy miejscy nie mogli dodzwonić się do dyżurnego weterynarza miasta. Dlatego wezwali łowczego z Lasów Miejskich. Ten nie czekał na przyjazd specjalisty i zastrzelił łosia.

Przepisy jednak mówią, że w takich przypadkach musi na miejsce przyjechać straż pożarna i weterynarz. I to ten ostatni dopiero podejmuje ostateczną decyzję, czy zwierzę usypiać specjalnymi strzałkami - tak robi się najczęściej - czy trzeba strzelać z ostrej amunicji. Ale weterynarz dotarł, gdy łoś skonał w konwulsjach. A strażaków w ogóle nie było.

Ustalenia policji trafiły na biurko prokuratora, ale ten o godzinie 16 skończył pracę.

Sprawą oburzona jest prezydent Warszawy, Hanna Gronkiewicz-Waltz. "Prezydent zażądała natychmiastowych wyjaśnień na piśmie od podległych jej służb miejskich, zaangażowanych w ten incydent. Czekamy też na ustalenia policji i prokuratury. Niemniej sprawa od strony humanitarnej pozostawia wiele do życzenia" - mówi dziennikowi.pl Tomasz Andryszczyk, rzecznik prasowy prezydent Warszawy.

Sprawą są również zbulwersowani ekolodzy. Łoś jest bowiem zwierzęciem chronionym. "Łosie w Polsce są pod ścisłą ochroną. Jako roślinożerca nie jest z natury zwierzęciem agresywnym. Według naszej wstępnej oceny, można zastanowić się nad postawieniem zarzutu nieuzasadnionego uśmiercenia zwierzęcia" - powiedział Piotr Jaworski z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.