Wracając ze sklepu, Urszula Kielecka za każdym razem nadkłada drogi, by odwiedzić swojego 90-letniego kolegę. Przynosi mu pieczywo, czasem gazetę. Czuje, że powinna, skoro skończyła niedawno dopiero 78 lat. Robiła to od początku pandemii, nawet wtedy, gdy obowiązywały większe restrykcje dotyczące wychodzenia z domu. opowiada pani Urszula. Czy tak właśnie było? Zapewne nie. – mówi. I zapewnia, że z przyzwyczajeń nie zrezygnuje, choć lekarz wiele razy jej powtarzał, by nie wychodziła. W końcu rozłożył ręce: takich niesubordynowanych pacjentów ma więcej.
– tłumaczy Piotr Szukalski, demograf i socjolog, profesor Uniwersytetu Łódzkiego. Jak przekonuje, inaczej więc patrzą na pandemię osoby 80- czy 50-letnie, a inaczej 30-letnie. dodaje ekspert.
Stare nawyki wracają
broni się pani Urszula. I podaje przykład: jeszcze niedawno mieliśmy zamknięte parki, place zabaw nadal straszą czarną folią, a mimo to najmłodsze dzieci mają wracać do przedszkoli. Poza tym stoi grzecznie w kolejkach. Myje ręce na okrągło, dezynfekuje. Na zewnątrz zawsze nosi maseczkę. To nie wynika tylko ze starych nawyków zawodowych (jest emerytowaną pielęgniarką). Dba, by nie przywlec niczego do domu, bo mieszka z córką, która jest po operacji i choruje na cukrzycę. wyjaśnia pani Urszula. Przekonuje, że życie ją zahartowało: tata zginął w obozie, a tuż po wojnie trafiła do domu dziecka, zanim odnalazła ją mama.
W pamięci pani Urszuli mocno odcisnęły się także lata 80. Żeby przetrwać, trzeba było kombinować. W stanie wojennym raz w tygodniu przyjeżdżał do miasta pan Wojtuś. Przywoził z gospodarstwa pół świniaka i można było się zapisać na swój udział. Do jej ciotki, która mieszkała kilka ulic dalej, przychodziła z kolei Królowa. Dlaczego „Królowa”? Bo zwykła powtarzać: Dla pani, Królowo, najlepszy kawałek cielęciny. –– mówi pani Urszula. Jej zdaniem podobnie dzieje się teraz, solidarność międzypokoleniowa odżywa.
CAŁY TEKST DOSTĘPNY W INTERNETOWYM WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>