W piątek "Gazeta Wyborcza" podała, że skoda superb, której kierowca próbował w poniedziałek pobić, a potem przejechać demonstrantów w Warszawie, to służbowy pojazd prezesa NIK Mariana Banasia. Jak przekazano, nie wiadomo, czy prezes Najwyższej Izby Kontroli był w środku.

Reklama

Według relacji podanych przez "GW", podczas blokowania przez demonstrujących Wisłostrady jeden z kierowców najpierw próbował wjechać w siedzących na jezdni protestujących, a potem "rzucił się" na jedną z uczestniczek demonstracji. Chwycił ją oburącz wokół jej tułowia, podniósł, rzucił na ziemię i zaczął ją wlec w kierunku tylnych drzwi swojego auta". "W tym momencie wszyscy chłopcy rzucili się na niego i próbowali go od niej oderwać - czytamy w dzienniku.

W piątek Izba opisała przebieg zdarzenia z perspektywy kierowcy. W poniedziałek doszło do dwóch ataków na samochód należący do NIK. Około godziny 17:30 samochód utknął w tłumie w okolicach Tamki. Została dwukrotnie wezwana policja. Policja udzieliła asysty. Następnie około godziny 18 na Wisłostradzie tłum kolejny raz zablokował i zaatakował samochód należący do Najwyższej Izby Kontroli - napisano.

Wyjaśniono, że pracownik NIK kierujący pojazdem prosił protestujących, aby nie dokonywali uszkodzeń pojazdu i umożliwili mu dalszy przejazd. Pomimo próśb - protestujący uniemożliwiali dalszy przejazd pojazdu, zachowywali się agresywnie względem pracownika Najwyższej Izby Kontroli, kierowali w jego stronę groźby pozbawienia życia i zdrowia oraz zagrozili zniszczeniem pojazdu - relacjonuje NIK.

Według Izby, jej pracownik wychodząc z pojazdu kolejny raz prosił protestujących, aby pozwolili mu przejechać. Został zaatakowany i podjął próbę odsunięcia osób od pojazdu. Osoby, które zostały utrwalone na materiale upublicznionym przez "Gazetę Wyborczą", były bardzo agresywne, wulgarne i stwarzały bezpośrednie zagrożenia dla zdrowia i życia pracownika Najwyższej Izby Kontroli - podała NIK.

Kierujący pojazdem poczuł się zagrożony. Bał się zarówno o swoje bezpieczeństwo, jak i bezpieczeństwo mienia, które zostało mu powierzone. Wsiadł do auta i uprzedzając, że rusza powoli, oddalił się z miejsca, gdzie został zatrzymany. Jeden z mężczyzn próbował jeszcze zablokować mu drogę, ale widząc, że samochód zaczyna się poruszać, w końcu przesunął się z toru jazdy. W samochodzie nie było prezesa NIK - zapewniła Izba.

Jednocześnie poinformowała, że właściwe służby NIK zostały powiadomione o zdarzeniu. Aktualnie analizują przebieg przedmiotowego zdarzenia i przygotowują zawiadomienie o możliwości popełnienia czynów karalnych na szkodę pracownika NIK. Co istotne – do wskazanych ataków doszło w momencie, gdy pracownik wykonywał czynności służbowe - zaznaczono.

Od ubiegłego czwartku trwają wielotysięczne protesty po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji. TK stwierdził, że przepis zezwalający - na mocy ustawy z 1993 r. - na dopuszczalność aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją.