"Takie publiczne dywagowanie na ten temat jest ze strony struktur rządowych niedopuszczalne i dlatego nie sądzę, żeby władze wdawały się w publiczne wypowiedzi na temat paktowania z porywaczami" - mówi dziennikowi.pl gen. Stanisław Koziej.

Reklama

Jednocześnie jego zdaniem w tej sprawie dopuszczalne są wszystkie środki, byleby tylko doprowadzić do uwolnienia porwanego. Porywacze jeszcze się nie odezwali i nie wiadomo, czy był to bandycki napad, czy porwanie polityczne. Sam generał Koziej skłania się jednak bardziej ku tej drugiej wersji.

"Nawet jeśli ci bezpośredni wykonawcy nie byli porywaczami politycznymi, to oni mogą niejako <odstąpić> tego porwanego organizacjom politycznym na zasadzie takiego targu wewnętrznego między grupami zbrojnymi i przestępczymi. Myślę, że to bardzo prawdopodobne, że to zakończy się jakimś żądaniami politycznymi" - uważa generał.