Grozi im do 3 lat pozbawienia wolności.
– powiedział PAP prok. Barnaś.
Sprecyzował, że chodzi o dwie różne sytuacje z 2016 r., a pokrzywdzone są dwie studentki. Wykładowcy mieli je całować i dotykać wbrew ich woli.
Sprawa nieprawidłowości w Śląskim Uniwersytecie Medycznym zaczęła się od wpisów na portalu społecznościowym. Profil pierwotnie miał służyć wymianie anegdot na temat studiów. Uczestnicy dyskusji zaczęli jednak przywoływać przypadki przemocy werbalnej i fizycznej, zachowań seksistowskich i molestowania, jakich mieli się dopuszczać w ostatnich latach pracownicy uczelni wobec studentów i innych pracowników.
Ówczesny rektor uczelni prof. Przemysław Jałowiecki po zapoznaniu się z treścią publikowanych na profilu wpisów dotyczących zdarzeń podczas organizowanych przez uczelnię obozów dla studentów kierunku ratownictwa medycznego złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Wcześniej do władz uczelni miały nie docierać żadne sygnały o nieprawidłowościach.
– poinformowała w środę rzeczniczka Śląskiego Uniwersytetu Medycznego Agata Pustułka.
Dodała, że to konieczne do podjęcia przez uczelnię jako pracodawcę właściwych postepowań w granicach przewidzianych prawem, w tym ustawą Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Już wcześniej jeden nauczyciel akademicki stracił pracę.
Interwencja RPO
Sprawę podjął też w 2020 r. Rzecznik Praw Obywatelskich. Uznał, iż skargi studentów i absolwentów wskazują, że sygnalizowane nieprawidłowości były stałą i powszechnie znaną praktyką, na którą nie było odpowiedniej reakcji władz uczelni. - wskazał wówczas RPO.
podkreślił w 2020 r. ówczesny RPO Adam Bodnar, postulując wdrożenie strategii przeciwdziałania zjawiskom mobbingu i dyskryminacji w środowisku akademickim, a także stworzenia systemu wsparcia dla pokrzywdzonych.