Sprawa dotyczy pozwu, który mąż Ludmiły Kozłowskiej, szefowej Fundacji "Otwarty Dialog" złożył przeciwko Tomaszowi Sakiewiczowi za okładkę "Gazety Polskiej" z sierpnia 2017 r., przedstawiającą żołnierzy Wehrmachtu z tytułem "Nowa kampania wrześniowa. Znamy plany jesiennego puczu". Zdjęcie okładkowe było fotomontażem, jeden z niemieckich żołnierzy łamiących polski szlaban graniczny miał na niej twarz Kramka.

Reklama

W pozwie Kramek domagał się od dziennikarza 30 tys. zł zadośćuczynienia, wpłaty 20 tys. zł na rzecz Centrum Praw Kobiet oraz przeprosin.

Wyrok warszawskiego sądu apelacyjnego

W lipcu ub.r. Sąd Okręgowy w Warszawie zasądził na jego rzecz zadośćuczynienie w wysokości 15 tys. zł, wpłatę 10 tys. zł na rzecz Centrum Praw Kobiet oraz przeprosiny na okładce "Gazety Polskiej". Sakiewicz złożył apelację od tego orzeczenia.

Reklama

W czwartek Sąd Apelacyjny w Warszawie prawomocnie utrzymał w mocy część wyroku sądu okręgowego dotyczącego 15 tys. zł zadośćuczynienia i wpłaty 10 tys. zł na rzecz Centrum Praw Kobiet. Sąd zmienił natomiast część orzeczenia dotyczącą publikacji przeprosin, zasądzając umieszczenie oświadczenia z przeprosinami na drugiej stronie tygodnika, a nie jak orzekł sąd I instancji na okładce.

Reklama

"Zobowiązanie redaktora naczelnego do zamieszczenia całego tekstu przeproszenia na okładce tygodnika przekracza, zdaniem sądu apelacyjnego, zakres proporcjonalności wymaganej dla usunięcia skutków pokrzywdzenia powoda tą publikacją utworu satyrycznego, czyli okładką" - uzasadniła sędzia Edyta Jefimko.

Odrzucono jedno z żądań Kramka

Sąd II instancji nie przychylił się też do żądania Kramka dotyczącego umieszczenia oświadczenia z przeprosinami na stałe na stronie internetowej "Gazety Polskiej".

W części dotyczącej kwestii majątkowych warszawski sąd apelacyjny oddalił apelację Sakiewicza. "Krytyka zniesławiająca, stygmatyzująca poprzez wykorzystanie zdjęcia, stworzonego dla celów propagandowych totalitarnego państwa z odwołaniem się do symbolicznej postaci nazistowskiego najeźdźcy, nie może zostać uznana za rzetelną i rzeczywiście służyć dobru społecznemu. Prawidłowo zatem sąd okręgowy uznał, że doszło do naruszenia dóbr osobistych powoda w postaci: wizerunku, godności i dobrego imienia. Słusznie zatem udzielił ochrony prawnej stosując majątkowe i niemajątkowe środki takiej ochrony" - argumentowała sędzia.

Jak podkreślił sąd, wolność prasy nie oznacza prawa do atakowania, poprzez wykorzystanie satyry zawierającej treści zniesławiające. "W judykaturze za dominujące należy uznać stanowisko, że granice dla ochrony wypowiedzi stanowi wymóg rzetelności dziennikarskiej, zachowania dobrej sztuki i etyki zawodowej. Zasady te zostały naruszone w niniejszej sprawie z uwagi na wykorzystanie na okładce elementów o charakterze zniesławiającym pana powoda" - wskazała sędzia Jefimko.

Komentarz Sakiewicza

Sakiewicz komentując dla PAP czwartkowy wyrok zwrócił uwagę na rażącą - jego zdaniem - nierówność stron w tym procesie. W pierwszej instancji nie dopuszczono mnie w ogóle do udziału w rozprawie, nie dopuszczono moich świadków, a sędzia nie ukrywał, że sprzyja Kramkowi. W drugiej instancji jedynie przypudrowano wyrok z pierwszej. Kramek mógł mnie przesłuchiwać ja jego nie. Nie mogłem też przesłuchać świadków - powiedział dziennikarz. Dodał, że satyra w Polsce nie podlega karze, a okładka ma charakter satyryczny.

autor: Mateusz Mikowski