Eksperci mówią wprost, że tzw. marketing szeptany to manipulacja i zwykłe oszustwo. Ale zabronić tego nie można, bo wszystko odbywa się zgodnie z prawem. Sprawę w swoje ręce wzięli administratorzy forów i konsekwentnie blokują konta ludziom piszącym dobre lub złe opinie za pieniądze. Nie wszystkich można jednak rozpoznać i zablokować.

Dyskusja zazwyczaj zaczyna się niewinnie. Tak, jak wątek założony na forum miesięcznika komputerowego PC Format. "(...) mam lapa ze sprawdzonego dotychczas sklepu, ale się trochę obawiam, że może nie wytrzymać wyprawy, na jaką chcę się niedługo wybrać" - zagaduje użytkownik przedstawiający się jako Krzysztof Borsuk i załącza link do internetowego sklepu, z opisanym modelem. Odpowiada mu ~mastertoon: "Krzysztofie, ja też mam tego kompa, do którego podałeś link. Jeżdżę z nim zarówno na spotkania biznesowe, jak i na wyjazdy wakacyjne i nie miałem problemów. A nawet mi upadł parę razy".

Dalej wypowiada się jeszcze kilka osób - padają nazwy komputerów, załączane są linki do modeli. Co w tym dziwnego? Z pozoru to zwykła dyskusja komputerowych zapaleńców. Ale to tylko pozory, bo jak się okazało, pięciu użytkowników, którzy rozprawiali między sobą, to jedna i ta sama osoba. Kilka dni temu zdemaskował ich administrator forum, Krzysztof Kozłowski. "Żałosny przykład PR-u, a właściwie umieszczania treści reklamowej, rozmowy sam ze sobą z kilku kont" - napisał na forum i wyjaśnił, że właścicielem wszystkich kont jest ta sama osoba, co więcej adres e-mailowy używany do ich rejestracji należy do firmy zajmującej się kreowaniem pozytywnego wizerunku w sieci.

Takich przypadków jest coraz więcej. Administrator forum interwencja.pl zareagował niemal natychmiast, gdy w jednym wątku pojawiło się 200 wpisów na temat firmy produkującej tajemnicze urządzenia filtrująco-czyszczące. "Reklamowy spam to obecnie jeden z większych problemów, Trudno go wykryć. Wynajęci PR-owcy tworzą po kilka kont, piszą z różnych adresów IP (różnych komputerów - przyp.red.). Są przy tym bardzo przebiegli - najpierw udzielają się w zupełnie niewinnych dyskusjach, a dopiero po jakimś czasie zaczynają promować firmę czy produkt. Nie chcą się rzucać w oczy" - mówi Kozłowski z PC Format.

Takich spamerów zdemaskował na swoim blogu mediafun.pl grafik i wydawca magazynu "Mediafun" Maciej Budzich. Pod jednym z ostatnich tekstów w ciągu 30 minut wpisało się 8 "osób" - ale "wszystkie" pisały z jednego adresu IP i na jeden temat. Autor bloga postanowił nawet zorganizować specjalny konkurs na "szemraną ściemę roku", czyli najbardziej żenujące przykłady takich działań marketingowych speców od reklamy. "Trzeba zacząć ujawniać nazwy firm i ich klientów, którzy takie praktyki stosują, i nagłośnić problem" - mówi Budzich.

"Problem" fachowo nazywa się marketingiem szeptanym czy buzz marketingiem. To popularne narzędzie polega m.in. na wykorzystaniu internetu do promowania firmy i jego produktów, ale nie wprost, za pomocą reklam, tylko "pocztą pantoflową". U nas sprowadza się to najczęściej do zwykłego oszustwa. Wynajęte osoby podają się za zwykłych internautów, mniej lub bardziej umiejętnie naśladują ich język, zakładają setki kont internetowych, zmieniają nicki, a nawet płeć.

Eksperci szacują, że firm, które specjalizują się reklamowym spamowaniu internetu, jest już w Polsce co najmniej kilkaset. "Polski internet zamienia się w jedną wielką ukrytą reklamę" - mówi DZIENNIKOWI Piotr Czarnowski, założyciel Polskiego stowarzyszenia Public Relations, właściciel agencji First PR. "Na niektórych forach rozmawiają ze sobą jedynie marketingowcy z marketingowcami i nie ma tam już żadnych prawdziwych internautów" - dodaje.

Cena takiej usługi waha się od kilkuset do kilku tysięcy miesięcznie. Wszystko zależy od firmy. "To nie ma nic wspólnego z etyką, prawdziwym PR-em. To manipulacja i oszustwo" - mówi wprost Czarnowski. Ale paragrafu na taką działalność nie ma. "Wszystko odbywa się legalnie, nie możemy na podstawie wpisów na forach interweniować, nawet jeśli udowodnimy, że osoba tworzy kilka kont i promuje ofertę jednej firmy" - mówi Kamila Kurowska z biura prasowego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Zdaniem Czarnowskiego wyjście jest jedno - to przedsiębiorcy mają zrozumieć, że taka forma promocji jest nieetyczna i może im narobić więcej kłopotu niż pożytku. Czytając niektóre wpisy na forach, szybko można dojść do wniosku, że z takiej promocji korzystają z niej nie tylko firmy, ale także partie polityczne.



>>>Tajna instrukcja PO: Przejąć internet!