KATARZYNA ŚWIERCZYŃSKA: Dlaczego nie chce pan współpracować z firmą pośredniczącą w wynajmowaniu surogatek?
TOMASZ ROKICKI*: Uważam, że nie możemy brać na siebie takiej odpowiedzialności i pośredniczyć w niejasnej prawnie procedurze.

Reklama

Przecież macierzyństwo zastępcze nie jest w Polsce prawnie uregulowane, a więc nie jest zakazane.
No właśnie, nie jest uregulowane. A to rodzi wiele wątpliwości i nieprzewidzianych skutków. Co będzie, jeśli matka zastępcza nie zechce zrzec się praw do dziecka? Albo jeśli ono urodzi się chore, np. z zespołem Downa, i rodzice biologiczni nie będą chcieli go wziąć?

Ale to chyba nie obchodzi już lekarza ani jego kliniki.
Jako lekarz muszę to wszystko brać pod uwagę. Jestem odpowiedzialny za swoich pacjentów. Słyszałem, że takie zabiegi są wykonywane w jednej z polskich klinik, ale jak sądzę, tylko do czasu. Do pierwszego przypadku, kiedy pojawią się jakieś kłopoty. A wtedy środowisko lekarskie nie stanie po stronie kolegi, który decyduje się na takie zabiegi.

Czy uważa pan, że macierzyństwo zastępcze powinno być w Polsce zakazane?
Moim zdaniem powinno być dozwolone, ale jednocześnie obwarowane bardzo szczegółowymi przepisami. Tak jak np. w Wielkiej Brytanii, gdzie od 1990 r. macierzyństwo zastępcze jest dopuszczalne, ale tylko w trzech przypadkach: kiedy kobieta nie ma macicy, kiedy z powodu choroby nie powinna zachodzić w ciążę albo kiedy wielokrotnie poroniła. Wyklucza to więc przypadki, gdy kobieta chce wynająć matkę zastępczą, bo np. ciąża mogłaby jej zepsuć figurę czy przeszkodzić w karierze.

Naprawdę zdarzają się takie przypadki?
Miałem jedną taką parę. Ci ludzie nie powiedzieli tego wprost, ale z rozmowy jasno wynikało, że kobieta po prostu robi karierę, więc absolutnie nie może sobie pozwolić na 9 miesięcy przerwy. A wracając do Wielkiej Brytanii, to okazuje się, że 40 proc. matek zastępczych to kobiety z najbliższej rodziny biologicznej matki, siostry albo kuzynki. W żadnym wypadku nie płaci się im za wynajęcie brzucha. Rodzice pokrywają jedynie koszty utrzymania ciężarnej.

Czy ciąża kobiety rzeczywiście może kosztować 50 tys. zł? Tyle żąda w Polsce firma pośrednicząca w wyszukiwaniu surogatek.
Oczywiście, że nie. To suma wzięta z sufitu.

Ile pana zdaniem może być w naszym kraju przypadków wynajmowania matki zastępczej?
Trzeba podkreślić, że macierzyństwo zastępcze to ledwie ułamek procenta w skali wszystkich zabiegów związanych z leczeniem niepłodności. Uważam, że gdyby sytuacja prawna macierzyństwa zastępczego została prawnie uregulowana, byłoby to nie więcej niż kilkanaście przypadków rocznie.

*Tomasz Rokicki, dyrektor medyczny warszawskiej kliniki InviMed