, grafik komputerowy i tłumacz wpadł w swoim mieszkaniu na warszawskich Bielanach.
Plan miał dobrze przemyślany. Witryna sklepu internetowego wyglądała bardzo profesjonalnie, do tego reklamy w . Podejrzanie
wyglądały tylko ceny między innymi telewizorów - obniżki sięgały 50 proc. oraz na stronie internetowej.
Nazwę firmy można było znaleźć tylko w regulaminie. Wymieniono tam . Spółka bardzo szybko wydała oświadczenie, że ze stroną nie ma
nic wspólnego. Zawiadomiła też policję o sprawie. Internet od razu zaroił się od wpisów na forach, że .
Zanim jednak 7 stycznia stronę zablokowano, oszust dostał . Zarobił na nich .
Policja znalazła dziś w jego mieszkaniu , wyłudzone na ich podstawie karty płatnicze, sprzęt komputerowy służący do podrabiania dokumentów oraz dokonywania internetowych oszustw. To właśnie dzięki nim był w stanie między innymi założyć . I dlatego złapano go dopiero ponad pół roku od początku śledztwa.
Stało się to dzięki współpracy z portalem aukcyjnym . Ustalono, że oszust, który prowadził fikcyjny sklep, działał również na tym portalu. . Do sprzedaży oferował telefony komórkowe, książki, sprzęt AGD i luksusowe samochody. Także i w tym przypadku jedyną formą płatności był przelew na kontro internetowe.
Reklamy w "Fakcie" i "Super Expressie" nie kosztowały go ani złotówki. Rachunki za nie dostało wydawnictwo. Teraz już wiadomo, że . Stąd miał wszystkie jego dane.