Miało być tak: Ziobro: "Witam, drodzy przyjaciele! W Płocku, na który zwrócone są oczy całego świata, chcę powiedzieć: JUŻ PRZYSZEDŁ DO POLSKI CZAS NA ZMIANY. Uwierzcie - możemy znowu być jednym narodem. Tak, będziemy razem, jeden z Platformy, drugi z PiS, trzeci z lewicy, czwarty z "Solidarności". Wierzący, niewierzący. Gej, nie gej. Kapitalista czy robotnik. Różni od siebie, równi sobie. Nasi politycy i nasz rząd będą pracować wśród Polaków i dla Polaków. To będzie nasza zmiana. To jest obietnica Rzeczypospolitej".

LUD: "Sto lat, sto lat..."

Było... inaczej. Dzwonię wieczorem i pytam: "Panie prezydencie, co jest, jak Boga kocham?". "Zimno było - odsapnął - bałem się o gardło". No to ma za swoje. Cały świat mówił wczoraj o kimś innym.