Wolą wczasy niż grę u Leo
Skończył się już czas wojny między PZPN a Beenhakkerem. Strony wiedzą, że koniec jest bliski - pisze Cezary Kowalski, szef działu sport. Najgorsze jest jednak to, że konformistyczni z reguły piłkarze wyczuli sytuację, wiedzą, że dni Leo w Polsce są policzone i gremialnie zaczęli wykręcać się z wyjazdu z Beenhakkerem na zgrupowanie do RPA.
- Brożek i Jodłowiec odmówili Beenhakkerowi!
- Dobrze, że działaczom się chciało
- Mecz z Irakiem? Chodzi tylko o kasę
- Kadrowicze siłą wciągani do samolotu
- "Polacy grali, jak po viagrze - na stojąco"
- Gra u Beenhakkera już nie jest trendy
- Listkiewicz: Leo nie dostanie odszkodowania
- Beenhakker powołał "Rzeźnika"
- Beenhakker zostanie klubowym trenerem Boruca?
- Beenhakker wściekł się na skąpców z PZPN
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Skończył się już czas tak elektryzującej do niedawna nas wszystkich wojny między PZPN a Beenhakkerem. Strony wiedzą, że koniec jest bliski (Lato nie zwolni trenera po zwycięstwie 10:0 nad San Marino, Beenhakker nie ma ochoty pozbywać się pieniędzy gwarantowanych z kontraktu ważnego do października). Trwa beznamiętne na niego wyczekiwanie. Leo nawet z reguły nie stawia się w pracy, czyli nie obserwuje polskich zawodników, prezes Lato już nawet nie pohukuje. Zresztą ma ważniejsze sprawy na głowie. Właśnie pojechał na zebranie komitetu wykonawczego FIFA na Bahamy.
Najgorsze jest jednak to, że konformistyczni z reguły piłkarze, widząc, co się dzieje, przyjęli podobną postawę i gremialnie zaczęli wykręcać się z wyjazdu z Beenhakkerem na zgrupowanie do RPA. Tłumaczą się wymyślonymi kontuzjami, uroczystościami rodzinnymi czy wykupionymi wcześniej wczasami. Wyczuli sytuację, wiedzą, że nie ma co się już popisywać przed Holendrem, bo jego dni w Polsce są policzone.
Trudno wyobrazić sobie, żeby było to możliwe jeszcze kilkanaście miesięcy temu. Wszyscy mieli wówczas usta pełne pochlebstw, zachwytów nad klasą holenderskiego szkoleniowca, który wydobył u nich nieodkryte dotąd pokłady piłkarskiego talentu. Każdy z zawodników dałby się pokroić za to, aby do kadry Leo się załapać. Beenhakker też tryskał wówczas energią i można się było zakładać, że poprowadzi nas za rękę do prawdziwej futbolowej Europy. Dziś nie ma już ani tamtych piłkarzy, ani tamtego Beenhakkera. W sporcie wszystko jest możliwe, ale naprawdę trudno uwierzyć, aby w takiej atmosferze udało się jednak osiągnąć sukces i jakimś cudem awansować do finałów przyszłorocznego mundialu. O ile można jednak zrozumieć postawę Beenhakkera, który jest zwykłym trenerskim najemnikiem i ma prawo do znużenia konkretną robotą, to trudno pogodzić się z tak nonszalanckim podejściem piłkarzy do kadry narodowej.
Przecież oni sami lubią powtarzać, że kadra to Polska, orzełek na piersi, obowiązek patriotyczny. Świetnie to brzmi w mediach, jednak nie bądźmy naiwni. Obowiązek obowiązkiem, ale jak nie ma w wyjeździe z reprezentacją konkretnego interesu, to wczasy w Egipcie bywają ważniejsze.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!