Maciej Miłosz: Dlaczego dwóch podejrzanych o szpiegostwa zatrzymano akurat teraz?

Michał Hola: Nic pewnego na ten temat nie można powiedzieć, możliwe są tylko spekulacje.

Pospekulujmy.

Najbardziej chwytliwa medialnie jest teza, że nowy gabinet premier Ewy Kopacz potrzebuje sukcesów i stąd zatrzymania właśnie teraz. Ale jeśli tak faktycznie jest, w co zdecydowanie wątpię, to zachowanie służb byłoby nierozsądne. Znacznie bardziej prawdopodobne jest to, że wymagała tego sytuacja operacyjna, że takie zachowanie było konieczne.

Co to znaczy?

Służby prowadzące taką sprawę rozważają wszystkie za i przeciw. Stanisław Sz., zatrzymany prawnik, podobno starał się o pracę w jednym z ministerstw. Możliwe, że jej otrzymanie wiązało się również z uzyskaniem certyfikatu dostępu do informacji niejawnych. Wydanie mu takiego dopuszczenia byłoby ryzykowne dla osób mających informacje o jego chęci bądź samej współpracy z obcym wywiadem.

Choć nawet wtedy gra wywiadowcza jest możliwa. Ale to bardzo ryzykowne, bo wtedy zawsze człowiek, który taki dokument wydaje naraża się na odpowiedzialność. Wystarczy wyobrazić sobie sytuację, że przychodzi nowa władza i pyta: "Co wy zrobiliście? Jak mogliście mu dać certyfikat?" Trzeba pamiętać, że służby działają w państwie prawa i w pewnych ramach biurokratycznych.

Zatrzymano dwie osoby. Tylko dwie osoby czy aż dwie?

Jeśli posiada się cenne źródło, bardzo wartościowego agenta, to właśnie ta jedna osoba to może być bardzo dużo. Jedna z wersji mówi, że sprawy obu podejrzanych o szpiegostwo się nie łączą. Być może jedynym, co mają wspólnego, jest oficer GRU ukryty w ambasadzie rosyjskiej, albo nawet nie jeden oficer, a po prostu cała rezydentura.

Ale skoro ono nie działali razem, to po co ich zatrzymywać w tym samym czasie?

Takie rzeczy często trzeba zgrywać. Przed zatrzymaniem o akcji musiał być również poinformowany wywiad, bo w ramach odwetu może wystąpić zagrożenie dla ich oficerów i agentów.

Takie działanie ma swoje plusy. Gdy zatrzymanie podejrzanych o szpiegostwo staje się głośne, to źródła przeciwnika mogą same wychodzić z inicjatywą kontaktu, bo się boją. Ogólnie kontrwywiady orientują się, kto w ambasadzie na ich terenie szpieguje. Co więcej taki szpieg dyplomata zwyczajowo wie, kto za nim chodzi. To taka gra: ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem. Cała zabawa polega na przykład na tym, żeby pomimo obserwacji wykonać zadanie lub po prostu się z tej obserwacji urwać. Ale nie  gwałtownie, tylko wykorzystując naturalne możliwości zabudowy i warunki terenu. Chodzi o to, by ci, których zgubiłeś, zastanawiali się, czy faktycznie chciałeś to zrobić, czy to po prostu przypadek i ich nieudolność.

Wróćmy do zatrzymania tych dwóch osób.

To może być próba sparaliżowania rosyjskiej rezydentury. Co więcej, nasze służby mogą powiedzieć, że nie zatrzymały wszystkich, których mogą, i tajemniczo się przy tym uśmiechać. A w takiej sytuacji Rosjanie będą się zastanawiać, kogo jeszcze mamy na widelcu, jakie jeszcze kierunki ich działań znamy. Oni dostali jasny sygnał: widzimy wasze działania w różnych sferach. Być może można było wciąż tych ludzi obserwować i pozwalać im działać. Te zatrzymania to sygnał: patrzcie, widzimy was, działamy, bo mamy kolejne rozpracowane źródła. Teraz wy się martwcie.

Co dalej z tymi ludźmi?

W takiej sprawie może minąć nawet rok od zatrzymania do rozpoczęcia procesu. Filmowej wymiany agentów na moście bym się nie spodziewał (śmiech). Ciekawe, czy Rosjanie zapewnią im adwokatów - bo swoich źródeł się nie zostawia.

Najciekawsze, ale za razem smutne może się okazać to, co zrobi teraz druga strona, a więc ewentualne retorsje. Czy i jak strona rosyjska nam się odwdzięczy. Mówi się już, że kilku Rosjan zostanie wydalonych, tymczasem nie ma na razie mowy o takim samym kroku wobec Polaków. Gdyby do tego doszło, wyrzucenie naszych oficerów wywiadu z Moskwy wygeneruje pewne trudności i koszty. Ale o tym na pewno pomyślano - zrobiono kalkulację i najwyraźniej wyszło z niej, że zatrzymanie i tak się opłaca. Sprawa więc jest poważna. Jeśli jednak o tym nie pomyślano - to mamy problem.

ZOBACZ TAKŻE: Podejrzany o szpiegostwo jeszcze w sierpniu dostał medal >>>