Kolejny raz okazało się, że poważnych zmian w mediach publicznych można dokonywać bardzo szybko. Tym razem skoku dokonano w ciągu jednego wieczora. Platforma popełniła przy tym ogromny błąd, bo na wyciągnięcie ręki miała ugodę z SLD. Tę cichą bitwę o media Platforma przegrywa na własne życzenie.

Premier Tusk powiedział za dużo. Otwarcie przyznał, że na dofinansowanie mediów publicznych nie będzie żadnych gwarantowanych pieniędzy. Tak mocne słowa były nie do przyjęcia dla Sojuszu. Dlatego doszło do porozumienia z PiS. Przy okazji stało się jasne, że Platforma wspierała prezesa Farfała lub działała tak, by utrzymać status quo. Rzuca to cień na PO, bo nie można przecież mówić, że jest on postacią wstydliwą i hańbiącą dla telewizji publicznej, a jednocześnie robić wszystko, żeby go obronić. Członkowie PiS i SLD uważają, że jeśli zmiotą Piotra Farfała, będą mieli po swojej stronie opinię publiczną.

Dla przeciętnych obywateli nie jest jednak ważne, która tym razem szajka polityczna wygra wyścig o telewizję. Nie jest też istotne, kto będzie jej szefem – nawet jeśli na to stanowisko zostanie powołany Janusz Pietkiewicz. Ważne jest, jak funkcjonują publiczne media i na jakiej konstrukcji są ugruntowane.

Wybrane zostały rady nadzorcze. Będzie teraz awantura czy mogą one działać bez przedstawiciela ministra Grada. A jak się okazuje – mogą. Wybiorą lepsze lub gorsze zarządy, wszyscy będą mówili, że są to fachowcy, którzy mają duże doświadczenie medialne. A ja będę się czuł jak człowiek, któremu zagrano na nosie, bo pamiętam, co mówiła PO zaraz po wyborach, co mówili w 2007 roku minister Rafał Grupiński, pani Śledzińska-Katarasińska i premier. Ich głównym celem miało być odpolitycznienie i zwrócenie mediów publicznych tym, do których należą, czyli obywatelom. I wszystko to nieprawda.

Tak naprawdę nic nie zrobili. Pierwsza ustawa, która padła, była beznadziejna. Drugą psuli, bo chcieli szukać większości do odrzucenia spodziewanego weta prezydenta. A jak już zdobyli większość, robili wszystko, żeby do tego nie doszło.

Jestem pełen obaw o radio publiczne, bo telewizja zawsze da sobie radę. Zwłaszcza że gdy wyjdziemy z kryzysu, to reklamy podrożeją. Można sobie wyobrazić, że telewizja to wszystko przeżyje. Radio natomiast będzie kuleć coraz bardziej, bo po całej tej awanturze ludzie nie płacą abonamentu. To właśnie efekt nieudolnych działań PO.

Prawda jest taka, że Platformie jest zupełnie obojętne, co się stanie z mediami publicznymi. Zapewne nie będzie ona dążyła ewidentnie do ich upadku, bo spotkałoby się to z niezrozumieniem wyborców.

Być może układ PiS – SLD przetrwa i okaże się kolejnym trwałym sojuszem. Tym bardziej że te partie są w opozycji do rządu. Naturalne jest więc to, że zwarły szyki. Wspólnota jest tu także ideowa, bo obu partiom zależy na mediach publicznych. Nie chodzi więc o czystą władzę. Być może ci politycy kierują się bardziej szlachetną pobudką uratowania mediów? Jest taka ewentualność. Choć do każdej działalności da się dorobić ideologię.

Kluczowe w sprawie jest to, że politycy nie są w stanie zmusić obywateli do płacenia abonamentu. Ja akurat się cieszę, bo nie widzę powodu, dla którego miałbym płacić za telewizję, która jest praktycznie komercyjna. Dziwne jest to, że przez 20 lat nie znaleziono ustawowego sposobu funkcjonowania publicznych mediów. I jeśli nie znajdą się pieniądze, to TVP i Publiczne Radio będą szły w kierunku najgorszej komercji. Dużo muzyki, mało słowa, głupie konkursy esemesowe.