"Dno kryzysu już za nami"
Kondycja polskiej gospodarki jest niezła. To nie banał sprzedawany nam przez polityków, lecz wiedza wynikająca ze wskaźników i mniej lub bardziej żmudnych badań. Na tle Europy wypadamy naprawdę znakomicie - pisze w swoim komentarzu Marcin Piasecki.
- Urzędom zabrakło pieniędzy na bezrobotnych
- Bogacze: Chcemy wyższych podatków!
- Tak banki zbierają z nas haracz
- Kryzys, a Apple ma rekordowe zyski
- Daj się porwać do banku. Zarobisz
- Firmy zwolnią tysiące Polaków
- Banki wreszcie rozdają kredyty
- Polska gospodarka wychodzi na prostą
- "ZUS wcale dużo nie kosztuje"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 23°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Biorąc pod uwagę nasz wewnętrzny rytm rozwoju gospodarczego, możemy co najwyżej mówić o spowolnieniu, a nie, broń Boże, o jakiejkolwiek formie zapaści. O recesji, która ogarnęła większość krajów Starego Kontynentu, czy prawdziwym dramacie na rynku pracy, który stał się udziałem chociażby Hiszpanii.
W tej sytuacji niezwykle ważne staje się pytanie, w którym miejscu jesteśmy. Czy już możemy liczyć na przyspieszenie gospodarki? Kiedy wrócimy na ścieżkę szybkiego wzrostu? Czy spowolnienie ma jakieś cechy trwałości? Na szczęście to ostatnie można bez większych wahań odrzucić, liczne sygnały świadczą o tym, że powoli, bo powoli, nabieramy rozpędu. Jeżeli słowo "dno" w ogóle może się odnosić do polskiej gospodarki, to już je osiągnęliśmy, poszorowaliśmy sobie po nim, a teraz już jesteśmy albo w trakcie, albo naprawdę bardzo blisko odbicia.
Co zatem może niepokoić? Przede wszystkim sytuacja na rynku pracy. Owszem do całkiem niedawnych, rekordowych wskaźników bezrobocia nam jeszcze daleko, ale każdy niekorzystny zwrot sytuacji na tym polu może doprowadzić do spowolnienia obrotów jednego z silników gospodarki, czyli konsumpcji. Pamiętajmy także o zadłużeniu klientów banków - znaczący wzrost bezrobocia to wzrost ryzyka dla sektora finansowego. No i kolejnych perturbacji kasy państwa, która zamiast wpływów z podatków będzie musiała liczyć pieniądze na zasiłki. Zresztą stan finansów publicznych jest kolejną mocno niepokojącą konsekwencją kryzysu. Konsekwencją, z którą trzeba się będzie mierzyć nie przez najbliższe miesiące, ale niestety pewnie przez długie lata.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!