Tygodnik opisuje historię Ewy, która została pobita podczas wrześniowego pikniku zachodniopomorskiego SLD. Zjeżdżają na nie działacze z całego województwa i zaproszeni goście z władz krajowych.

Ewa na pikniku nad Jeziorem Nowogardzkim spotkała swojego chłopaka, szefa nowogardzkiej młodzieżówki SLD. Wyszło na jaw, że mężczyzna spotyka się jednocześnie z dwiema działaczkami SLD, które odkryły to właśnie w Harcówce. Doszło do sprzeczki. Gdy Ewa powiedziała, że przez lata były oszukiwane przez mężczyznę, ten wymierzył jej cios w twarz i zaczął dusić oraz kopać. 

Jak wynika z zawiadomienia do prokuratury, które Ewa złożyła następnego dnia mężczyzna kopał ją dotkliwie, szarpał i ubliżał. Gdy zobaczyły to jej koleżanki, prosiły o pomoc działaczy SLD, ale nikt nie ruszył palcem. Dziś kobieta nie chce powiedzieć, kto brał udział w zjeździe i kto jej odmówił pomocy: – Zrozumiałam, że muszę się sama bronić. Nie mogę odpuścić osobie, która ma na koncie pobicia innych koleżanek.

Albin Majkowski, rzecznik prasowy zachodniopomorskiego SLD, twierdzi, że o pobiciu Ewy nic nie wie. Na imprezie obecni byli m.in. eurodeputowany Bogusław Liberadzki, wicemarszałek Sejmu Jerzy Wenderlich i poseł Grzegorz Napieralski. Wenderlich mówi, że impreza była bardzo udana, a o żadnym incydencie nie wie. Grzegorz Napieralski też niczego nie zauważył. – Tam było ze 300 osób – tłumaczy w rozmowie z "Wprost".