Piotr Nisztor, który nie należy do kolegium redakcyjnego "Wprost", ale który dostarczył redakcji taśmy z nagraniami, zapewnia, że nie miał żadnego udziału w ich powstaniu. Sugerować to - według "Rzeczpospolitej" - miał Łukasz N., menadżer restauracji Sowa i Przyjaciele, gdzie zarejestrowane zostały rozmowy m.in. Bartłomieja Sienkiewicza i Marka Belki. CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>

 - Dla mnie to absurd. Ja nie wiem, czy faktycznie takie zeznania zostały złożone. To próba zdyskredytowania mojej osoby - mówi Nisztor w rozmowie z Kamilą Chlebińską, reporterką telewizji Superstacja. - Nie uczestniczyłem w żaden sposób w nagrywaniu tych rozmów - zapewnia dziennikarz, który przekonuje, że Łukasza N. nie zna. 

Zdaniem Nisztora, jeśli tego rodzaju zeznania mogły zostać złożone pod naciskiem. - Ja sobie nie wyobrażam, żeby ktoś mówił takie rzeczy o osobie, której nie zna - mówi Nisztor. Dopuszcza też możliwość prowokacji, która ma utrudnić pracę dziennikarzom "Wprost".

- Jeżeli jednak te zeznania faktycznie istnieją i zostały wymuszone, to prokuratura przestała istnieć - podsumowuje Piotr Nisztor.

CZYTAJ WIĘCEJ: Policja odmówiła odebrania laptopa Latkowskiemu >>>

ZOBACZ TAKŻE: Minister Biernacki o blamażu prokuratury. "Całe szczęście Latkowski nie oddał laptopa" >>>