Gdzie jeździł? - Proszę zerknąć na mojego Facebooka. Miałem kilkaset spotkań, wyjazdów i wykładów w tej kadencji. Zawsze na nie zapraszam - mówi nam Wipler. I dodaje: - Nie mam za sobą zaplecza partyjnego w postaci subwencji. Gdyby nie fakt, że prowadzę własne fundacje, to nie mógłbym wykonywać mandatu posła. Sto-kilkanaście Klubów Republikańskich w całym kraju samemu się nie założyło. Poza tym odkąd wstąpiłem do KNP zjeździłem cały kraj; od Rzeszowa przez Białystok, Suwałki po Legnicę i Elbląg. Otworzyłem też filię biura poselskiego w Krakowie i jeżdżę tam regularnie - wylicza poseł.

Dodaje, że taksówkami jeżdżą także pracownicy jego biura i z roku na rok wydatki na ten cel ogranicza. - A kto policzy, ile wykładamy na przejazdy z własnej kieszeni? Problemem nie jest to, na co konkretnie wydają posłowie, ale owoce ich pracy. Do Dublina przykładowo, na spotkanie z wyborcami jechałem za własne pieniądze, bo gdy chciałem zgłosić tą delegację, to w kancelarii usłyszałem "nie” - mówi nam Wipler.

Za każdy przejechany kilometr własnym samochodem poseł dostaje z Sejmu 84 gr. W zarządzeniu dotyczącym prowadzenia biura poselskiego jest zapis ograniczający pokrycie kosztów przejazdów samochodem prywatnym do 3,5 tys. km miesięcznie.