W prowizorycznych miasteczkach namiotowych na gruzach Port-au-Prince przebywają tysiące dzieci, którymi nie ma się kto zająć. Są one wyjątkowo narażone na choroby, a także szajki porywczy, którzy jeszcze przed trzęsieniem polowali na pozbawione opieki dzieci, żeby sprzedać je do obcych rodzin jako służących.

Rrzeczniczka organizacji Save the Children Kate Conradt oznajmiła, że eksperci ONZ szacują, że nawet milion dzieci może być bez opieki lub osieroconych po stracie co najmniej jednego rodzica w trzęsieniu z 12 stycznia. Haiti liczy ok. 10 mln mieszkańców.

Niektórzy najmłodsi Haitańczycy są mimo braku opieki wypisywani ze szpitali, ponieważ po prostu brakuje dla nich łóżek. "Pracownikom sektora medycznego rekomenduje się, by wysyłali dzieci odseparowane od rodziny lub pozbawione opieki do specjalnych ośrodków przygotowanych na ich przyjęcie" - napisano w ostatnim raporcie ONZ.

UNICEF wspólnie z organizacją Save the Children i Czerwonym Krzyżem rozpoczął rejestrowanie zagrożonych dzieci i wskazał trzy tymczasowe ośrodki opieki i sierocińce, w których dzieci mogą otrzymać schronienie. Ponadto w 13 obozach powstały tzw. przestrzenie dziecięce, zapewniające najmłodszym opiekę. Trzy agencje starają się także połączyć rozdzielone rodziny, tworząc wspólną bazę danych członków rodzin.

Według ostatniego oficjalnego bilansu, po trzęsieniu ziemi spod gruzów wydobyto ciała co najmniej 150 tys. ludzi.