Kilka dni temu Kijów poinformował o złapaniu dwóch rosyjskich komandosów, wykonujących na Ukrainie misję rozpoznawczą. Moskwa natychmiast odcięła się o tych informacji, a rzecznik Kremla zapewnił, że w Donbasie nie było i nie ma rosyjskich wojsk.

Gdy strona ukraińska ujawniła zeznania zatrzymanych, którzy przyznali się do służby w oddziałach specjalnych, rosyjskie Ministerstwo Obrony oskarżyło Kijów o torturowanie uwięzionych i wymuszanie na nich zeznań. Natomiast rosyjskie MSZ zażądało natychmiastowego ich uwolnienia. Ponownie wtedy padły zapewnienia, że na Ukrainie nie ma rosyjskiej armii, a złapani Rosjanie, już dawno zakończyli służbę wojskową. 

Innego zdania są nie tylko Ukraińcy, ale również inspektorzy misji OBWE. Także rosyjscy opozycjoniści, obrońcy praw człowieka i część dziennikarzy nie wierzy już w zapewnienia Kremla. Coraz częściej publikowane są informacje wskazujące na to, że rosyjskie władze wspierają separatystów, jak zauważa „Moskiewski Komsomolec”, dostarczając im „sprzęt wojskowy, amunicję i ochotników”. Gazeta dodaje również, że Moskwa wysyła na Ukrainę pociągi z różnego rodzaju produktami, a z powrotem wracają nimi cynkowe trumny.  CZYTAJ WIĘCEJ >>>