Dla hiszpańskiej armii, po latach wytężonej walki o przyciągnięcie nowych poborowych, nastały złote czasy. Piechota, marynarka i lotnictwo są wprost zalane aplikacjami młodych mężczyzn. W zeszłym roku niemal 80 tysięcy ludzi zgłosiło się do wojska. To prawie dwa razy więcej niż w 2007 r.

Hiszpańskie ministerstwo obrony nie ma złudzeń: armia staje się popularna nie dlatego, że młodzi ludzie raptem poczuli przypływ uczuć patriotycznych. Wszystko przez kryzys gospodarczy i coraz większe trudności ze znalezieniem pracy. W takich okolicznościach wojsko jawi się jako pewny i przewidywalny pracodawca.

Dowodem na potwierdzenie tej tezy ma być fakt, że większość aplikacji wpłynęła w drugiej połowie 2008 r. Czyli w czasie, gdy kryzys dał się Hiszpanii ostro we znaki. Bezrobocie na Półwyspie Iberyjskim sięgnęło już 12 proc. i jest niemal dwukrotnie wyższe niż średnia europejska.

Podobna "miłość do armii" odżyła również w innych krajach Europy. W Polsce do służby zgłosiło się 20 tys. osób - o wiele więcej niż potrzeba, by zasilić szeregi budowanej armii zawodowej.

Siedem kroków, aby zostać żołnierzem Wojska Polskiego

Podobne zjawisko można zaobserwować zresztą również poza kontynentem. W Australii na przykład wojsko zanotowało 20-procentowy wzrost aplikacji. Okazuje się, że strach przed bezrobociem jest nawet większy niż przed wysłaniem w rejon niebezpiecznych konfliktów.