Rząd bierze się za internet
Przy okazji delegalizacji e-hazardu rząd chce znowu przepchnąć projekt wprowadzający Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych, czyli blokadę stron internetowych zawierających nielegalne treści. Eksperci są pewni: to metoda na coraz większe ograniczanie wolności słowa w sieci.
- W Polsce nie będzie szybkiego internetu
- Hiszpanie będą zamykać pirackie strony
- Niemiecka minister ostrzega przed Google
- Już ponad milion Polaków ćwierka w sieci
- Orłoś: Do urzędu przez internet? Dla mnie bomba
- Niemiecki rząd ostrzega przed Microsoftem
- Rząd Tuska zablokuje strony internetowe
- Tusk pisze do internautów. Jaka odpowiedź?
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-02-14

temp. min -20°C max. 1°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
To już trzecie podejście do uchwalenia prawa wprowadzającego blokadę stron uznanych za szkodliwe. "Rząd przy okazji delegalizacji e-hazardu, powraca do praktyk sprzed '89 roku. Z jedną jedyną różnicą: wtedy nie było jeszcze internetu" - mówi Marcin Cieślak, prezes Internet Society Poland, międzynarodowej organizacji zajmującej się wspieraniem rozwoju globalnej sieci. "Choć nowa wersja ustawy wprowadzającej czarną listę stron internetowych jest z lekka poprawiona, jak choćby w tym, że to sąd ma decydować, która strona podlega blokadzie, to jednak meritum się nie zmieniło: internet ma być kontrolowany i blokowany" - ostrzega Cieślak.
Wtóruje mu dyrektor generalny Związku Pracodawców Branży Internetowej IAB: "Choć z projektu ustawy wypadły strony o treściach faszystowskich, nie ma pewności, że za jakiś czas nie pojawią się pomysły z rozszerzaniem katalogu stron. Niestety w imię walki z e-hazardem rząd przygotował niebezpieczny wyłom w wolności słowa" - uważa Jarosław Sobolewski.
Eksperci zwracają również uwagę, że państwa, które wprowadziły podobne rozwiązania, mają dziś problemy z ich egzekwowaniem. "Prezydent Niemiec kilka tygodni temu odmówił podpisania prawa obligującego wszystkich dostawców internetu do przekierowywania internauty na stronę zawierającą czerwony znak STOPP, gdy tylko spróbuje wpisać w przeglądarce jeden z uznanych za nielegalne adresów WWW" - opowiada Marcin Cieślak. I dodaje, że z kolei w Finlandii do rejestru trafiły nie tylko strony zakazane, ale także te, które miały jedynie linki do stron zakazanych.
Najwięcej zamieszania narobiła jednak australijska czarna listą stron internetowych prowadzona przez tamtejszy Urząd ds. Komunikacji i Mediów.
W ubiegłym roku trafił na nią portal Wikileaks.org publikujący informacje, które wyciekają z różnych agencji i biur. Za co? Bo ujawnił dokument zawierający duńską listę zakazanych stron internetowych. "Polska ustawa jest tak niedopracowana, że podobne problemy mogą być niestety i naszą codziennością" - uważa Olgierd Rudak specjalizujący się w prawie internetowym.























~Zygmunt kamienski2010-09-14 20:30
Nszej tz WLADZY pasuje ustroj BIALORUSKI co pomyslal- tozrobic;;Wladza absolutna nie koniecznie musi byc zla--problem lezy z czlowiekui jego talecie ;Aby taka Wladza mogla byc dobrai skuteczna =nalezy uwolnic SEJM od partyjniactwa ,kazdy POSEL =to inicjatywy wolne ;madrze zlozone i ukierunkowane AKONTROLA I ODPOWIEDZIALNOSC =kakretna JEDNOOSOBOWA I KADECJE 2 X ;PRZERWA NAWET w URZEDACH 5 lat ? np RZAD -MINISTROWIE I NIZEJ ==dobro kraju -a nie kolesiow; Teraz to ;kolesie i bujda
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!