To była jedna z największych i najbardziej okrutnych zbrodni w historii Polski. W 1940 roku, w kilku radzieckich obozach wymordowano 22,5 tys. najlepiej wykształconych Polaków. Strzałami w głowę kładziono do masowych grobów polskich oficerów wojska, policji, straży granicznej, żandarmerii wojskowej, a także wybitnych prawników i lekarzy. Wszystko na rozkaz Stalina, który w porozumieniu z Hitlerem postanowił eksterminować elitę naszego kraju.

Musiało minąć 50 lat, by Rosjanie przyznali, że to oni wymordowali Polaków. Później musieliśmy czekać kolejne 10 lat, by w 2000 roku Rosjanie pozwolili nam otworzyć symboliczny cmentarz pomordowanych w Miednoje. Spoczywają tam teraz szczątki ponad 6,3 tys. polskich jeńców. Tylko tylu, bo Rosjanie wciąż nie chcą szukać tysięcy innych ciał.

Niestety, do tej pory, mimo wysiłków polskiego rządu, Rosja nie chce też odtajnić wszystkich archiwalnych dokumentów na temat zbrodni. Mało tego, w 2005 roku Rosja oficjalnie obwieściła nam, że zamyka już śledztwo w tej sprawie. Co gorsza, Rosjanie coraz częściej podważają fakt, że to oni odpowiadają za zbrodnię i zdecydowanie sprzeciwiają się, by uznać katyński dramat za ludobójstwo.

Dzisiejsze uroczystości w Miednoje rozpoczęły się ok. godz. 13.00. Krajowy duszpasterz policjantów bp Marian Duś odprawił mszę św. w intencji zamordowanych przez NKWD Polaków. "Oni nie umierali na polu bitwy, ale byli skrytobójczo mordowani i mogli mieć jedynie nadzieję, że ich śmierć nie była daremna" - powiedział.