Pijany imprezowicze i pijany pracownik wesołego miasteczka. Ta zabawa nie mogła skończyć się inaczej. Trzy osoby wypadły z urządzenia o nazwie "wirująca ławeczka crazy dance". Jedna nie odzyskała do tej pory przytomności. Spadła z wysokości trzech metrów. Prosto na asfalt.
Pracownik wesołego miasteczka w Solinie był kompletnie pijany. Miał trzy promile alkoholu we krwi. Prawdopodobnie źle zabezpieczył imprezowiczów, którzy wsiedli na "wirującą ławeczkę". Wiadomo tylko, że maszyna była sprawna i miała wszystkie wymagane atesty.
Kiedy urządzenie ruszyło i zaczęło się kręcić, wypadły z niego trzy osoby. Wszystkie leżą teraz w szpitalu. Dwaj mężczyźni mają urazy kręgosłupa. Byli pijani. Jednak w najcięższym stanie jest kobieta, która uderzyła głową o asfalt. Do tej pory nie odzyskała przytomności - podają "Fakty" TVN.
Pracownik obsługujący urządzenie był tak pijany, że do tej pory nie udało się go przesłuchać. Prokurator czeka, aż mężczyzna wytrzeźwieje.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|