Nad oświatą w Polsce od stu lat wiszą wciąż te same widma. Pierwszemu na imię – bieda, a drugiemu – reforma. Zapowiedziany przez ZNP ogólnopolski strajk szkolny z nich właśnie wynika. Najpierw środowisko nauczycielskie rozeźliła kolejna reorganizacja struktury szkolnictwa powszechnego zafundowana przez rząd PiS. Ma ona mniej więcej tyle samo sensu, co poprzednia, wprowadzana za czasów AWS.

Jakość edukacji dzieci nie zależy od tego, czy podstawówka ma sześć czy osiem klas, lub nawet tego, czy istnieją gimnazja. Kluczowe są wiedza, umiejętności i zaangażowanie kadry nauczycielskiej. Niezbędne wsparcie stanowią zaś dobre podstawy programowe, nowoczesne podręczniki, bogate wyposażenie szkół oraz dbałość, by klasy nie liczyły więcej niż dwudziestu kilku uczniów. Te wszystkie fanaberie sporo kosztują, a państwo polskie niezmiennie uznaje, iż ma ważniejsze wydatki niż edukowanie młodego pokolenia. Szczególnie podwyżki nauczycielskich pensji, adekwatne do tego, jak bardzo w ostatnio latach wzrosła w kraju średnia zarobków, nie są priorytetem.