Rywalizacja była od początku. Ale na wózek wchodził tylko Wałęsa. Walentynowicz nie. Wałęsa miał dar przekonywania, więc został przewodniczącym. Jednak tak naprawdę to mieliśmy przewodniczącego. Był nim Bogdan Borusewicz. Nieujawniony przewodniczący. Przecież to Borusewicz kręcił tym strajkiem - wspomina Krzywonos.

Reklama

Według niej mózgiem był Borusewicz, który wszystkim kierował.

On jest bardzo mądrym facetem, ale daru przekonywania mu brakuje. Medialny nigdy nie był, ale głowę miał nie od parady. Setki rzeczy działy się na Stoczni. Akcje różne. Kiedyś siedzimy z Anią (Walentynowicz) i Ania nagle mówi:
"Czołgi jadą". Próbowałam tłumaczyć, żeby odpoczęła, przespała się
- opowiada legendarna tramwajarka.

I dodaje: Kiedy wsiadała do tramwaju, to jej koleżanka na cały tramwaj mówiła: Proszę ustąpić miejsca Annie Walentynowicz. Ania siadała i jeszcze jakiemuś panu robiła awanturę. Ona bardzo dużo przeszła. Przed Sierpniem' 80 była nie raz aresztowana, bita. Ona już wtedy była trzy miesiące przed emeryturą. To nie była młódka. Ja nie wiem, co ja będę robić na starość, co będę mówić...

Krzywonos opowiada także we "Wprost" o nieznanych okolicznościach przyznania Lechowi Wałęsie mieszkania na gdańskiej Zaspie.

Dali mu klucze. Ale mieszkania nie było. Nawet fundamentów tego bloku nie było. Jeździłam między Poznaniem a Gdańskiem. Zawsze razem z dwoma kolegami, z Olgierdem Stankiewiczem i Bonifacym Wysockim. Ktoś mi powiedział, że wojewoda gdański chce ze mną rozmawiać. Wzięłam tych kolegów i pojechaliśmy. Wojewoda mówi, że musimy porozmawiać na osobności. Na to ja, że mam do kolegów pełne zaufanie i mają zostać ze mną. Wojewoda zaczyna, że ma dla mnie propozycję, że domek w Warszawie na Saskiej Kępie już na mnie czeka. A ja na to, przecież Wałęsie obiecaliście mieszkanie, a on nadal się gnieździ z rodziną na Stogach i tylko klucz ma do tego nowego, którego nawet jeszcze nie zaczęli budować. I wtedy on szybko tłumaczy, że na Zaspie, w budynku spółdzielni, trzy lokale są połączone i to będzie mieszkanie dla Wałęsy. Zażądałam zaświadczenia, że to mieszkanie Wałęsa dostanie, i pojechałam do MKZ (Międzyzakładowy Komitet Założycielski), i mówię: "Leszek, masz tu zaświadczenie, bierz kogoś i jedź do urzędu wojewódzkiego, tam ci dadzą mieszkanie". I dali - wspomina Krzywonos.