Ponad półtora roku temu, odbyłem wielogodzinną rozmowę z panią Teresą Torańską, która miała wydać książkę o Katastrofie Smoleńskiej. Ponieważ podczas tej rozmowy pani Torańska nie ukrywała negatywnego stosunku do Jarosława oraz ś.p. Lecha Kaczyńskich, wyraźnie zastrzegłem konieczność dokonania autoryzacji moich wypowiedzi przed publikacją książki - napisał Bielan w oświadczeniu.

Reklama

Jak twierdzi Teresa Torańska, tekst wysłała politykowi do autoryzacji w styczniu. Według niej Bielan nie miała czasu, nie odbierał telefonów.

Ostatecznie europoseł spotkał się z Torańską. Wyciągnęłam tekst i pytam go: gdzie ma Pan uwagi? On odpowiedział: Teraz nie wiem – komentuje w portalu natemat.pl spotkanie z Bielanem.

Ostatecznie dziennikarka uznała, że materiał jest gotowy do publikacji. Choć, zapewnia, że Bielan do końca miał możliwość wprowadzenia zmian w tekście.

>>>Bielan kontra tygodnik Lisa. "Nie udzielałem wywiadu"

Dziennikarka twierdzi, że kilka tygodni temu poinformowała też Adama Bielana, że wywiad znajdzie się w "Newsweeku". On nie wyraził sprzeciwu ani zdziwienia - dodała Torańska.

Torańska nie rozumie dzisiejszych zarzutów europosła. Jej zdaniem, zachowanie polityka, to jest manipulowanie prasą i próba podporządkowania dziennikarzy ich kaprysom.

Dziennikarka powołuje się na artykuł 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Jak twierdzi, politycy nie muszą autoryzować wszystkiego co powiedzą, bo byłoby to łatwe narzędzie, umożliwiające zablokowanie każdej wypowiedzi - komentuje.

Adam Bielan nadal stoi przy swoim. Zdaniem polityka, wywiad został opublikowany bez jego zgody, autoryzacji, całkowicie zmanipulowany. W TVN24 metody pracy dziennikarki Teresy Torańskiej nazwał gangsterskimi. Europoseł zapowiedział, że poda Torańską oraz naczelnego "Newsweeka" Tomasza Lisa do sądu .

W wywiadzie Bielan mówi m.in. o tym, że Jarosław Kaczyński bał się Kazimierza Marcinkiewicza, dlatego nie zdecydował się na wcześniejsze wybory. Wspomina też Lecha Kaczyńskiego. Były prezydent był cholerykiem, gawędziarzem, mlaskał, nie chciał ćwiczyć czytania z promptera i miał słabość do Donalda Tuska.