Jesteśmy przekonani, że w przypadku potwierdzenia źródeł informacji oraz zasadności publikacji powinniśmy chronić zarówno źródła osobowe, jak i samych dziennikarzy. Jednak jeśli okaże się, że nie dochowano standardów wykonywania zawodu dziennikarza, a tym samym wprowadzono w błąd czytelników "Rzeczpospolitej", osoby za to odpowiedzialne poniosą daleko idące konsekwencje - czytamy w oświadczeniu opublikowanym na stronie internetowej "Rzeczpospolitej".

Reklama

We wtorek "Rzeczpospolita" w artykule Trotyl we wraku tupolewa napisała, że śledczy na wraku samolotu Tu-154M w Smoleńsku znaleźli ślady trotylu i nitrogliceryny.

Członkowie Rady Nadzorczej i Hajdarowicz poinformowali, że postępowanie wyjaśniające w sprawie publikacji już się rozpoczęło.

Hajdarowicz oraz członkowie Rady Nadzorczej, Dorota Hajdarowicz, Marek Dworak i Jarosław Knap, napisali też, że w ciągu najbliższych dni z najwyższą starannością zbadają wszystkie aspekty związane z publikacją, a wyniki swoich prac przedstawią opinii publicznej.

Po publikacji artykułu prokuratura wojskowa zaprzeczyła ustaleniom dziennika. Wskazała, że znalezione ślady mogą oznaczać obecność substancji wysokoenergetycznych, ale też ślady wielu innych substancji. Według prokuratury dopiero badania laboratoryjne będą mogły być podstawą do twierdzenia o istnieniu bądź nieistnieniu śladów materiałów wybuchowych.

W związku z kontrowersjami, jakie wywołała publikacja, redaktor naczelny dziennika "Rzeczpospolita" Tomasz Wróblewski oddał się w środę do dyspozycji Rady Nadzorczej. Do jej decyzji będzie na urlopie. Wróblewski przekazał obowiązki szefa redakcji swojemu zastępcy Andrzejowi Taladze.

Grzegorz Hajdarowicz, właściciel spółki Gremi Media, jest właścicielem 100 proc. Presspubliki, która wydaje m.in. dziennik "Rzeczpospolita", tygodnik "Uważam Rze", jest też właścicielem portali internetowych.