Dziennik Gazeta Prawana logo

Ach, wolność słowa! Wszyscy się na nią powołujemy, ale czy naprawdę wiemy, czym jest?

15 września 2018, 20:30
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
prawo autorskie
prawo autorskie/Shutterstock
A ch, wolność słowa! Wolność ważna, fundamentalna. Mówić, twierdzić, bez przeszkód perorować, realizować się poprzez autoekspresję! Opinie wygłaszać, prawdę na jaw wyciągać, cieszyć się demokracją i prawami człowieka, które nam ową wolność zapewniają! Niechaj słowo płynie wolno, niechaj nie blokuje go tyran — z tym zgodzą się wszyscy.

Wolność słowa znajduje się dziś w centrum całej masy ważnych sporów. Wszyscy się na nią powołujemy; domagamy się jej więcej lub twierdzimy, że my akurat robimy wszystko w jej imieniu. Ale czy naprawdę wiemy, czym owa wolność słowa jest? Czy sprawa jest faktycznie tak prosta, jak się wydaje, zwłaszcza dziś, kiedy w miejsce zwykłego Hyde Parku mamy nieograniczony świat internetu, rządzony przez kilka wielkich firm?

Oto kilka zagadek — tylko niektóre z nich są oparte na tak zwanych „faktach autentycznych”; tylko niektóre z nich mają rozwiązania.

Zagadka pierwsza: dziennikarz kontra sklep internetowy. Ogromna firma – taki, powiedzmy, Amazon – z dużym prawdopodobieństwem gwałci prawa pracownicze. Czy dziennikarka, na przykład Patrycja Otto z DGP albo Adriana Rozwadowska z „Gazety Wyborczej”, mają prawo to opisać? „No oczywiście, że mają”. A u siebie na Facebooku o tym porozmawiać? „Tym bardziej”. A czy ów hipotetyczny Amazon ma prawo się bronić, wysyłać e-maile do dziennikarzy, dzwonić? „No cóż, pewnie ma; mówić publicznie każdy ma prawo; niechaj każdy wprowadzi swoją sprawę na demokratyczną agorę!”. A jeśli funkcjonariusze firmy pojawiają się w redakcji? „Hm, każdy ma prawo przyjść i porozmawiać”. A jeśli firma dyskretnie sugeruje, że mogłaby wejść na drogę sądową? „No cóż, bezpodstawne szkalowanie wszak podlega karom; to jedno z rozsądnych ograniczeń wolności słowa”. A jeśli dziennikarz zarabia ledwie jedną dwustumilionową wartości firmy i boi się kosztów procesu, nie tylko finansowych, lecz także emocjonalnych i zawodowych? „Oliwa sprawiedliwa, sprawa może ciągnąć się pięć lat, ale w końcu uczciwy dziennikarz wygra”. A jeśli prawnik dziennikarza, najęty po taniości, jest tylko nędznym cieniem prawnika koncernu? A jeśli samym sądom nie można do końca ufać? A jeśli sam strach przed procesem z gigantem ma sprawić, że dziennikarz będzie się bał pisać o koncernie w przyszłości? Czy w sytuacji szaleńczej nierównowagi sił wizytacje w redakcji nie są czasami współczesną, poniekąd apolityczną formą cenzury? I czy ktoś uwierzy, że to cenzura, skoro tyran i dyktator jest nieobecny, a w prawie stoi jak byk, że można?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj