Przewodniczący Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański poinformował w miniony czwartek, że ogłosił głosowanie nad powołaniem Jacka Kurskiego do zarządu Telewizji Polskiej, a wniosek o poszerzenie zarządu i powołanie w jego skład Kurskiego wystosował p.o. prezesa TVP Maciej Łopiński. W piątek media podały, że RMN powołała Kurskiego do zarządu TVP; w pięcioosobowej Radzie poparło go trzech członków, dwóch zagłosowało przeciw. Środowy "Dziennik Gazeta Prawna" zwrócił uwagę, że "zmieniając liczbę członków zarządu TVP z trzech na czterech, RMN zignorowała umieszczony w statucie spółki par. 13, który przewiduje, że zarząd liczy od jednej do trzech osób, a precyzyjniej rzecz ujmując - podjęła uchwałę o wprowadzeniu zarządu czteroosobowego, do czego nie ma uprawnień". Jak pisze gazeta, MKiDN będzie chciał od RMN wyjaśnień w tej sprawie.

Reklama

Braun, pytany w Onet Rano czy Rada złamała prawo, czyniąc Kurskiego ponownie członkiem zarządu telewizji publicznej, odpowiedział, że statut TVP jest niezgodny z przepisami już od dłuższego czasu. Jak tłumaczył, jest w nim napisane, że minister właściwy ds. skarbu państwa stanowi walne zgromadzenie, a "od kilku lat już tak nie jest". "Ja się upominałem o zmianę statutu i wtedy usłyszałem, że nieważne, co jest w statucie, ważne, co jest w ustawie, a ustawa to reguluje i teraz, rozumiem, sytuacja jest taka sama. Ustawa nie wprowadza ograniczenia żadnego co do liczebności zarządu, może być nawet 150 osób. Natomiast na zdrowy rozum jeżeli coś się dzieje w spółce, to po to jest statut, żeby przestrzegać jego zapisów" - powiedział.

Zdaniem byłego szefa TVP i KRRiT sytuacja powstała w wyniku głosowania trójki PiS-owskich członków RMN na wniosek przewodniczącego Rady "jest sprzeczna z prawem, ale radca prawny RMN twierdzi, że wszystko jest w porządku".

Dopytywany, jak RMN tłumaczyła potrzebę powrotu Kurskiego do zarządu, członek RMN odparł, że rozmowy nie było, ponieważ zgodnie z obyczajem istniejącym od pewnego czasu w Radzie wszystko działo się korespondencyjnie. Dostałem smsa: "proszę przeczytać maila". Przeczytałem maila, gdzie było napisane: "proszę głosować: projekt uchwały o powołaniu Jacka Kurskiego na członka zarządu TVP". Bez słowa uzasadnienia dlaczego, co się zmieniło w ciągu dwóch miesięcy - wyjaśnił.

Zaznaczył, że głosował przeciwko powrotowi Kurskiego, tak jak dwa miesiące temu "z pełnym przekonaniem" opowiedział się za jego odwołaniem. - Zawsze mówiłem, że szkodzi telewizji i polskiemu życiu publicznemu. Nie widziałem żadnego powodu, żeby wracał. Chętnie bym podyskutował na ten temat, wysłuchał uzasadnienia, jakie powinien przedstawić pan przewodniczący Czabański, ale nie miałem okazji tego wysłuchać, bo wszystko się odbywa mailami i to nawet mail, w którym sekretariat Rady informuje na prośbę pana przewodniczącego: "przesyłamy uchwałę do przegłosowania" - stwierdził.

Braun opowiadał także o złożonym przez Grzegorza Podżornego wniosku o odwołanie prezes Polskiego Radia Agnieszki Kamińskiej, do którego niezwłocznie się przyłączył. - Było jasne, że dwie osoby domagają się przeprowadzenia takiego głosowania. Ja przy okazji mówiłem, że trzeba przeprowadzić konkurs na prezesa telewizji, ale po prostu na te nasze wnioski nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi. Nie ma siły takiej, która by nam pozwoliła zmusić pana przewodniczącego do odpowiedzi na wnioski. Na posiedzeniu jest taka szansa, ale posiedzenie ostatnie było w lutym - przypomniał.

Reklama

Według niego, w RMN nie odbyła się żadna dyskusja na temat sytuacji w radiowej Trójce. - Pan przewodniczący natychmiast ogłosił w mediach, że uważa, że wszystko było w porządku. Podobnie pani Lichocka gorąco wsparła chyba na Twitterze i pana dyrektora Kowalczewskiego i panią Kamińską. I to wszystko. Myśmy żadnej dyskusji nie mieli okazji przeprowadzić, bo jeszcze jedna taka jest ciekawa historia – tylko przewodniczący może zwołać posiedzenie i tylko przewodniczący może zaproponować porządek obrad posiedzenia. Ani nie zwołał posiedzenia, ani tym bardziej nie zaproponował przegłosowania wniosku pana Grzegorza Podżornego - mówił Braun.

Na pytanie, czy planowane jest posiedzenie RMN przed wyborami prezydenckimi i dyskusja ws. kampanii wyborczej odbywającej się w mediach publicznych, członek Rady odpowiedział, że "nie jest zapowiedziane żadne posiedzenie". - Myślę, że jest to trojgu państwu z PiS nie na rękę, żeby takie posiedzenie się odbywało, więc pewnie się nie odbędzie. Miesiąc temu sekretariat sprawdzał, czy mamy komputery, żeby w razie czego się połączyć zdalnie. Mamy komputery, ale nic z tego nie wynika - podsumował.