- Kim pan jest? - zapytał poważnym głosem prezydent Rzeczypospolitej.

Reklama

- Moje nazwisko nic panu nie powie - odparłszy grzecznie, uderzyłem: Prezydencie, ociepl się! Kraj kona! Czym prędzej przedstawiłem kilka konstruktywnych rad:

Walentynki z żoną? Ha, ha, ha… To dobre dla dzieci. Następne Walentynki będą z Dodą - podczas kolacyjki pan prezydent wyśle SMS do Radka Majdana i wyśmieje, że "takiego towaru nie utrzymał w sklepie".

A ponieważ do Walentynek jeszcze moc czasu, odgrzejemy spór z o. Rydzykiem. Pan prezydent, podając się za swojego brata, zadzwoni do Dyrektora, poskarży się na jakość wina w piwniczce Lecha Kaczyńskiego, a nagranie z tej rozmowy przekaże Monice Olejnik.

Po drodze - wizyta na meczu żużlowym (kiedy przegra zawodnik z Gorzowa, prezydent krzyczy "Yes, yes, yes"), meczu piłkarskim ("P-Z-P-N, P-Z-P-N, j…, j… PZPN"), meczu siatkarek plażowych ("Dawaj małpo w czerwonym!") i u państwowego lekarza - aby zrobić awanturę, że biedni ludzie czekają w kolejce.

I koniecznie podejść w Sejmie do kota i zapytać "Zapalimy"?

Efekt: prezydent zostaje prezydentem na kolejną kadencję, na następne 5 lat! Niestety, jak pan prezydent to ostatnie usłyszał, to grzecznie poprosił, abym sobie poszedł do diabła.