Dziennik Gazeta Prawana logo

W Szczecinie Kościół nie odwrócił się plecami

12 marca 2008, 01:32
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
O problemie w Szczecinie wie Stolica Apostolska. Kongregacja Nauki Wiary poleciła dogłębnie wyjaśnić sprawę rzekomego molestowania. W ostatnim roku coś się musiało wydarzyć, że jednak abp Zygmunt Kamiński odsunął ks. Andrzeja od jego wcześniejszych obowiązków. Jestem przekonany, że proces przed sądem kościelnym będzie sprawiedliwy - pisze w DZIENNIKU ks. Kazimierz Sowa.


Mam wątpliwości, czy przed 13 laty poinformowanie o tej sprawie było skuteczne i wiarygodne. Podejrzewam, że sygnał o molestowaniu mógł zostać odebrany jako próba odegrania się po jakimś personalnym konflikcie. To oczywiście nie wyjaśnia wszystkiego i nie jest usprawiedliwieniem. Trzeba sobie powiedzieć, że w tak delikatnych sytuacjach jak oskarżenia o pedofilię Kościół niechętnie przyjmuje zarzuty z zewnątrz. Na pewno w 1995 r. wewnętrzne mechanizmy w Kościele nie były gotowe, aby podejść do sprawy poważnie i stanowczo.


Kiedy na początku lat 90. w USA wybuchła afera pedofilska wśród księży, pojawiły się zarzuty, że Kościół chce te sprawy zamieść pod dywan. Tymczasem Kościół rozwiązywał je zgodnie z watykańską instrukcją z 1962 r., która mówiła, że sprawy związane z naruszeniem moralności przez duchownych należy rozwiązywać wewnątrz Kościoła i w tajemnicy. To dopiero zmieniło się w 2002 r., kiedy po wizycie biskupów amerykańskich w Watykanie ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary kardynał Joseph Ratzinger wydał stanowczą i jednoznaczną deklarację. Mówiła ona, że w takich sytuacjach Kościół przede wszystkim ma bronić ofiary, a na drugim miejscu troszczyć się o swoje dobre imię. Mam wrażenie, że w sprawie szczecińskiej początkowo postępowano według instrukcji z 1962 r. To jest inna mentalność skupiająca się na obronie Kościoła. Dopiero w ostatnich latach zmieniono sposób podejścia do problemów moralnych – obecny arcybiskup szczecińsko-kamieński podejmuje kroki w duchu deklaracji z 2002 r.


Taka praktyka, choć często krytykowana, jest stosowana w Kościele w USA. Kapłani oskarżeni o pedofilię są od razu odsuwani. To jest racjonalne postępowanie i sprawdza się. Takie działanie jest bardziej odpowiedzialne – choć w przypadku fałszywych oskarżeń dla takiego kapłana na pewno krzywdzące – niż dopuszczenie do sytuacji, w której jego czyny miałyby przynieść szkodę moralną i psychofizyczną dzieciom. Tego zabrakło w Szczecinie. Radykalniejsze kroki zostały podjęte dopiero w ubiegłym roku, gdy na skutek interwencji Jarosława Gowina ks. Andrzej został całkowicie odsunięty od pracy z dziećmi.


Sąd na pewno będzie brał pod uwagę zeznania obu stron. O problemie wie też Stolica Apostolska. Kongregacja Nauki Wiary poleciła ją dogłębnie wyjaśnić. W ostatnim roku coś się musiało wydarzyć, że jednak abp Zygmunt Kamiński odsunął ks. Andrzeja od jego wcześniejszych obowiązków. Jestem przekonany, że proces będzie sprawiedliwy.


To jest dla mnie jeden ze znaków zapytania w tej sprawie: dlaczego ludzie, którzy oskarżają ks. Andrzeja o molestowanie, do tej pory nie wytoczyli mu procesu. Jest zrozumiałe, że nie zrobiły tego jako dzieci czy 15-, 16-letni chłopcy, ale obecnie są już dorośli. Brak procesu cywilnego działa na niekorzyść oskarżycieli.


Zawsze szkodzi Kościołowi ten, kto nie pilnuje prawdy i stara się, by nie wyszła ona na jaw. Ataki personalne wobec o. Marcina odbieram jako nieeleganckie.


Byłem w USA w 2006 r. po fali afer pedofilskich w Kościele, gdy suma odszkodowań, jaką zapłacił Kościół, przekroczyła miliard dolarów, a dwie diecezje ogłosiły z tego powodu bankructwo. Jednak po tym okresie załamania i odejść od dwóch lat liczba wiernych w Kościele rośnie. Dlaczego? Według mnie ludzie docenili to, że Kościół potrafił przyznać się do błędów i powiedzieć o tym wprost.


W sytuacjach kryzysu kapłani muszą powiedzieć: w Kościele wszyscy jesteśmy ludźmi - hierarchowie, świeccy, duchowni - i mamy prawo do błędu, ale powinniśmy umieć się do tych błędów przyznawać. Największym dramatem byłoby zostawienie problemów, nie tylko seksualnych, bez wyjaśnienia.

Z zaskoczeniem, ale pozytywnym, obserwowałem wczoraj aktywność księży z archidiecezji szczecińskiej. Głos zabrał rzecznik prasowy archidiecezji, wypowiadał się następca ks. Andrzeja. Nie można powiedzieć, że Kościół odwrócił się plecami. Jest próba podjęcia problemu, choć oczywiście sprawa jest bardzo bolesna.


Oczywiście, że mają prawo, ale pod jednym warunkiem, że publikacja jest szansą na wyjaśnienie sprawy. Artykuł w „Gazecie Wyborczej” pod względem rzetelności dziennikarskiej jest w porządku.

Ks. Kazimierz Sowa jest publicystą, dyrektorem kanału religijnego Religia.tv

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj