Zagrożenia dla wiary istnieją zawsze, niezależnie od czasów - mówi w wywiadzie z DZIENNIKIEM biskup Tadeusz Pieronek. Jako jedno z niebezpieczeństw wskazuje dyskryminację, która - jego zdaniem - coraz częściej spotyka chrześcijan w Europie. Podkreśla, że w Polsce często zarzuca się Kościołowi zaściankowość.
Biskup mówi też o zarzutach wobec szczecińskiego księdza oskarżanego o molestowanie seksualne nieletnich chłopców. Przekonuje, że jeśli takie zarzuty padają pod adresem duchownego, to jest on w gorszej sytuacji niż ktokolwiek inny. Ale jednocześnie podkreśla, że Kościół musi sobie radzić z takimi sprawami, bo - jak zaznacza - jest przeznaczony dla grzeszników, a nie dla aniołów.
p
BP TADEUSZ PIERONEK*: Zagrożenia dla Kościoła i wiary istnieją, od kiedy istnieje Kościół i wiara. Nie jest tak, że dopiero dziś weszliśmy w czasy demonów. Kościół zawsze był
przedmiotem nacisku ze strony ludzi, którzy nie uznawali wartości religijnych i którzy za wszelką cenę usiłowali przekonać innych do odwrócenia się od wiary. Choć o prześladowaniach
chrześcijan na miarę starożytności nie ma już dziś - przynajmniej w naszym kręgu cywilizacyjnym - mowy, jednak religię dyskredytuje się współcześnie bez sięgania po przemoc. Stwarza się
sytuacje, w których wyznawanie wiary jest utrudnione bądź obarczone przykrymi następstwami.
Skrajnym przykładem niech będzie przypadek brytyjskiego małżeństwa opisywany niedawno w prasie, któremu odmówiono prawa do adopcji, ponieważ otwarcie przyznali, że z przyczyn religijnych nie
akceptują zachowań homoseksualnych. W drodze do niedyskryminacji mniejszości seksualnych Europa dyskryminuje ludzi wierzących.
W Polsce tak daleko jeszcze nie zaszliśmy, lecz wytykanie palcami wiernych Kościoła, przypisywanie im naiwności i zaściankowości jest codziennością. To też jest wielkie zagrożenie dla
wiary. Chrześcijaństwo stoi wobec wyzwań niepojawiających się dotąd nigdy w tak dużej skali.
Rzeczywiście, ten problem był zawsze i będzie zawsze, niestety. Nie wyeliminujemy pewnych zachowań, choćbyśmy sięgnęli nawet po karabiny maszynowe. To tkwi w naturze ludzkiej, tak jak inne
dewiacje, choroby i nieszczęścia dotykające człowieka.
Duchowni są tylko ludźmi. I można się do tego różnie odnosić. Obecnie dominuje pogląd, że trzeba te zjawiska jak najostrzej eliminować, że będzie to skuteczne. Ja jednak jestem zdania,
że to złudne przekonanie. Kampanie piętnujące pedofilię są nierówne: jednych stygmatyzuje się bezlitośnie, innych obdarza się większą dozą wyrozumiałości. W stosunku do ludzi
Kościoła ta stygmatyzacja jest silniejsza, bo zakłada się, że stamtąd powinien płynąć przykład. Jeżeli zarzuty dotyczą znanego psychologa, to utajnia się jego nazwisko i wizerunek. Kiedy
zaś podejrzenie pada na księdza, to podaje się wszem i wobec jego imię, nazwisko i funkcję. Wszędzie, w każdej społeczności zdarzają się dewiacje, które są skutkiem nie tyle wpływów
kulturowych, co niedoskonałości człowieka.
Każde zło jest dla Kościoła zagrożeniem, ale też Kościół jest po to, żeby sobie ze złem dawać radę - raz lepiej, raz gorzej. Kościół jest dla grzeszników, nie dla aniołów.
Nie jestem prorokiem i nie wiem, co się wydarzy. Wiem za to, że w USA najwięcej na nagłośnieniu tych przypadków zarobili adwokaci. Nie ulega wątpliwości, że doszło tam do manipulacji
opinią publiczną. Ale nie jestem na tyle sceptyczny, by sądzić, że coś, co gnębiło świat od tysiącleci, miałoby teraz zniszczyć te bastiony, które się złu przeciwstawiają.
Zagrożeniem jest dziś przede wszystkim odchodzenie od wiary - podważanie już nie tylko jej prawd, ale i fundamentalnych zasad moralnych. Istnieją środki masowego przekazu, które stanowią
potężny nośnik tych zagrożeń, i ideologiczne układy, którym najwyraźniej zależy, by niebezpieczeństwa potęgować. Przebiegłość ich działań polega na wpajaniu antywartości pod
szczytnymi hasłami wolności, równości, dobroci, humanitaryzmu, tolerancji. Dziś wiadomo już, że rzeczywistą treścią tych haseł można łatwo manipulować i niosąc je na sztandarach,
prowadzić walkę z człowieczeństwem, godnością i prawdą. Ale najpoważniejszym z zagrożeń jest zagrożenie ludzkiego życia na różnych jego etapach: od aborcji po eutanazję. Jest wreszcie
wiele niebezpieczeństw płynących z propagowanych doktryn społecznych, traktowanych nieraz jako jedyne obowiązujące. Jeśli nawet nie stykamy się z całą antyboską doktryną, to chociażby z
jednym z jej przejawów: próbą oddzielania człowieka od możliwości nabycia i poznania wiedzy religijnej.
Mam tu na myśli wszelkie działania podejmowane w celu wyrugowania lekcji religii ze szkół. Rozmaite formacje polityczne traktują to jako swój priorytet, mieniąc się jednocześnie obrońcami
ludzkich praw, chociaż w ich działaniach więcej jest agresji niż jakiejkolwiek moralności. Prą do tego, by na swój sposób pojmowaną tolerancję i laickość przeciwstawić wartościom
chrześcijańskim.
Nie musimy jeszcze bić na alarm w kwestiach takich jak adopcje dzieci przez pary homoseksualne czy legalizacja eutanazji. Wydaje się, że - na szczęście - do tego jeszcze nam daleko. Ale
niepokojące symptomy już są widoczne. Zagrożeniem, które najpoważniej dotyka dziś Polaków, jest podważanie wartości rodziny. Tu niestety zaszliśmy już bardzo daleko. Trwałość rodziny
przestała być oczywistością. Z coraz powszechniejszych rozwodów płyną dalsze skutki: niemoc wychowawcza, brak formowania moralnych postaw młodego pokolenia. Do tego dochodzi kryzys szkoły,
która w miejsce wychowania coraz częściej stosuje metody jeszcze kilkanaście lat temu dopuszczane co najwyżej w aresztach. Autorytet zastąpiono w życiu młodych ludzi metodami policyjnymi:
podglądem, nadzorem, firmą ochroniarską. W słabości rodziny tkwi przyczyna pozostałych zagrożeń, które może wolniej, jednak przesiąkają na nasze podłoże kulturowe.
Polska na pewno nie jest wolna od tego rodzaju niebezpieczeństwa, ma jednak pewną przewagę nad krajami Europy Zachodniej. Ratuje nas odmienny historyczny kontekst, historyczna rola polskiego
katolicyzmu, który był przez ostatnie kilkadziesiąt lat siłą realnie kształtującą sumienia. Bardzo silny związek naszego narodu z tradycją chrześcijańską owocuje odmienną od zachodniej
mentalnością, stąd niektóre zagrożenia nie wydają się dziś jeszcze jaskrawe. Nie wiem jednak, czy i jak będziemy się potrafili bronić przed nimi w przyszłości. Czy jest tylko kwestią
czasu ich ofensywa na nasze umysły, czy też okażemy się na te pseudowartości na dobre zaimpregnowani.
p
, profesor kanonicznego prawa procesowego, były rektor Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Od 1998 r. jest przewodniczącym Kościelnej Komisji Konkordatowej. Przewodniczył także pomocniczemu trybunałowi ds. beatyfikacji Jana Pawła II