Ryszard Bugaj*: Palikot odgrywał do pewnego momentu rolę błazna, ale teraz przekroczył granicę. I nie powinien być dłużej traktowany pobłażliwie. Powinny go spotkać surowe konsekwencje ze
strony Platformy. Weźmy sprawę Lecha Kaczyńskiego. Nie o to chodzi, żeby prezydent był wyłączony spod krytyki. Ale Palikot pytający publicznie, czy prezydent ma problem alkoholowy, zrobił
rzecz niedopuszczalną. Jeśli idzie w świat, że są posłowie, którzy podejrzewają prezydenta o alkoholizm, nie pozostaje to bez istotnego wpływu na rangę Lecha Kaczyńskiego, który
reprezentuje Polskę na zewnątrz. Zachowania Palikota szkodzą elementarnym interesom Polski. A już w ten weekend przekroczył granicę. Nie chciałbym, żeby Polska była krajem, w którym
politycy się zachowują w taki sposób. Teraz wszystko w rękach Donalda Tuska. On jest władny wymierzyć sprawiedliwość. Ta odpowiedzialność musi być polityczna i bezwzględna. Jeśli PO jej
nie wymierzy, to trzeba będzie ją traktować jako partię innej kategorii.
Powiem tak: jak kiedyś poszedłem na jakąś dyskusję i zobaczyłem, że jest tam Andrzej Lepper, to wyszedłem. Ale mnie to wolno i ludzie ze świata polityki mają to samo prawo. Z dziennikarzami
jest inna sytuacja. Oni mają obowiązek przedstawiać świat takim, jaki on jest. Skoro Lepper został wybrany posłem i został wicepremierem, musieli go zapraszać. Dziennikarze nie tylko mogą,
ale powinni rozmawiać z Palikotem, który jest elementem tego świata.
Byłem z nim na rozmowie raz. Ale więcej bym już nie poszedł. Powinien go spotkać ostracyzm. Nie jestem politycznym daltonistą i hipokrytą. Niektóre wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego i
Stefana Niesiołowskiego nie przekroczyły jeszcze tej granicy, ale też już się do niej niebezpiecznie zbliżają. Język polskiej polityki robi się coraz bardziej żenujący. Jest potrzebna
tama.
Usunąć Palikota z klubu. Czyli w praktyce i z partii. Dotąd było tak, że Palikot kłapał ozorem, partia kazała mu przeprosić, on przepraszał i dalej robił swoje. Dłużej tak być nie
powinno.
Dotychczas byłem skłonny traktować ją jako partię dojrzałą. Ale jeśli się toleruje tego typu zachowania, to mamy do czynienia z partiami, które są niepoważne i nieobliczalne. O których
nie można powiedzieć, że są składnikiem normalnej sceny politycznej. Jest w tym wszystkim jeszcze jeden element: rola ludzi bardzo bogatych w polityce. Oni są zagrożeniem dla demokracji.
Doskonale pamiętam, jak Palikot wstępował do PO i zamieścił na łamach ogólnopolskich dzienników całostronicowe ogłoszenia o tym wiekopomnym fakcie. Później ktoś podliczył, że to go
musiało kosztować 150 tys zł. Trzeba zapytać, czy pozycja Palikota w PO nie jest pozycją sponsora. Bo niewątpliwie wolno mu więcej.
*Ryszard Bugaj jest publicystą i ekonomistą, był liderem Unii Pracy