Tak, mimo wszystko tak. Chciałem wierzyć, jak wszyscy, że Polaka to nie spotka. Wiem, że to irracjonalne, ale sygnały płynące od "czynników
oficjalnych" mogły na to wskazywać. Cisza medialna z reguły maskuje działanie stosownych służb. W tym przypadku jednak okazało się, że nic nie maskowała...
Miałem nadzieję, że dojdzie do kompromisu i porywacze uwolnią Polaka po otrzymaniu okupu. Oczywiście, w mediach ukazałyby się przy tej okazji sensacyjne informacje o brawurowym odbiciu geologa
przez polskie, amerykańskie, czy pakistańskie służby specjalne...
Ś
Proszę pana, polski kontyngent stanowi w siłach NATO w Afganistanie znaczący i zauważalny element. Wcześniej zaangażowaliśmy się w Iraku. Chyba nikt nie sądzi, że islamiści są idiotami i
tych faktów nie zauważają. Tak więc na to pytanie można odpowiedzieć sobie samemu.
Prawdę mówiąc to jest dla mnie najbardziej szokujące. Nikt nie zadał sobie trudu, by sprawdzić, co to jest Tehrik-i-Taliban. Tymczasem to nie jest szyld nikomu nieznany. To nie są nikomu
wcześniej nieznane "Salafickie Brygady Abu Bakra al-Siddika", które w Iraku porwały Teresę Borcz. To jest główna organizacja zbrojna pakistańskich fundamentalistów. Ich nie
można lekceważyć!
Dokładnie tak. To mogło spotkać każdego, kto tam przebywa.
Tehrik-i-Taliban Pakistan, czyli tłumacząc na polski "Studencki Ruch Pakistanu", to organizacja islamskich fundamentalistów z sekty Deobandi. Powstała pod koniec 2007 r. z
połączenia różnych frakcji pakistańskich talibów działających na pograniczu z Afganistanem. Ich cel doraźny to wycofanie sił rządowych z Terytoriów Plemiennych, cel perspektywiczny -
ustanowienie państwa opartego na szariacie. Władze Pakistanu obciążają Tehrik m.in. odpowiedzialnością za zabójstwo Benazir Bhutto, choć sami talibowie do tego się nie przyznają.
Najuczciwsza odpowiedź musi brzmieć: nie wiem. Nie jestem wszechwiedzący, nie mam dostępu do zasobów MSZ. Nie wiem, jakie polskie władze podjęły działania, by Polaka uwolnić. Wydaje się
jednak, że popełniono błędy. Po pierwsze - nie podejmując bezpośrednich negocjacji z porywaczami, po drugie - z góry deklarując, że okupu nie będzie. A chyba nikt nie oczekiwał, że
władze Pakistanu z powodu jakiegoś Polaka uwolnią zagrażających im islamskich terrorystów.
Pokazali, że z nimi nie ma żartów. To najmniejsza korzyść, jaką z tego porwania mogli odnieść, ale przyszłość może pokazać, że niebagatelna.
Dlatego, że zmusi inne rządy do poważnego traktowania ich żądań.
?
Wie pan, w takich operacjach z reguły zakłada się pewną "skalę" celów - od maksymalnych do minimalnych. Nie sądzę, by kierownictwo Tehrik mogło mieć nadzieję, że
porwanie Polaka może zakończyć wojnę w Afganistanie zmuszając NATO do odwrotu. Na uwolnienie swoich towarzyszy, a przynajmniej niektórych z pewnością mogli mieć nadzieje średnie, ale już
na uzyskanie okupu całkiem spore.
Powiem szczerze, że modus operandi pakistańskich talibów nie jest mi znany. Z reguły jednak w przypadku porwań jest możliwość osiągnięcia kompromisu. Wskazuje na to choćby fakt, że pod
koniec domagali się już zwolnienia tylko czterech, a nie sześćdziesięciu bojowników. Proszę pamiętać, że mamy do czynienia z narodami Azji, dla których targowanie się jest sposobem
życia.
Jestem dość staroświecki pod tym względem i filmy typu "gore" napawają nie obrzydzeniem. W tej kwestii zgadzam z rządem.
To wynika z samej istoty terroryzmu. Przecież tu nie chodzi o zabicie Piotra Stańczaka, człowieka przypadkowego przecież. Tu chodzi o wpłynięcie na opinię społeczeństwa, na decyzje
rządzących. To musi robić wrażenie. Terroryści dobrze opanowali reguły marketingu.
Trudno powiedzieć. Pierwszy, jak najbardziej zrozumiały, odruch to zemsta. Ale na dłuższą metę takie wydarzenia raczej osłabią poparcie dla angażowania się Polski w egzotyczne konflikty.
Zwłaszcza jeśli będą - odpukać! - następne przypadki tego typu.
Proszę pana, a jakie mamy realne możliwości? Akurat pod tym względem rozumiem polski rząd. Wysłanie GROM-u w region świata, nad którym nie są w stanie zapanować miejscowe władze, byłoby samobójstwem. Co nam pozostaje? Tupanie nogami?
Na razie jesteśmy bezpieczni. Z akcentem na "na razie".
Dopóki w Polsce islamiści nie będą mieli punktów zaczepienia w postaci licznej a radykalnej społeczności muzułmańskiej, dopóty zamachów w Polsce bym się nie spodziewał. Przynajmniej do
tej pory akcje terrorystyczne dokonywane były przez muzułmanów miejscowych lub przynajmniej zasiedziałych w USA, czy niektórych krajach Europejskich. Ale i to może się zmienić.
*Jarosław Tomasiewicz – ekspert ds. problemów bezpieczeństwa i terroryzmu Instytutu Sobieskiego, adiunkt w Instytucie Historii Uniwersytetu Śląskiego, członek Rady Programowej Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas w Warszawie.