Samorozwiązanie Parlamentarnej Grupy Kobiet - jeśli jest faktem - robi naprawdę niesamowite wrażenie. Zdaje się, że dosłownie nigdy w żadnej sprawie nie zabrała głosu!
Nie jest mi szkoda, że się rozwiązała, skoro pod przewodem pań z - o dziwo - partii liberalnej, nie przypominała ani grupy lobbingowej, ani edukacyjnej ani choćby grupy wsparcia.
Szczególnie, że znajomość nowoczesnej, europejskiej polityki równościowej to obowiązek posłów i posłanek, a nie wyznanie czy hobby. Szczególnie, że świadomość przeciętnej Polki w kwestii własnych praw szalenie wzrosła w ostatnich latach i że Bruksela przeznacza na programy równościowe ogromne kwoty. Szczególnie, że mnóstwo szokujących przykładów dyskryminacji i naruszania praw dociera do opinii publicznej.
Mam na myśli kwestie przemocy domowej, kazirodztwa, gwałtów ale i ochrony zdrowia, warunków porodów, na przykład refundacji znieczuleń, dostępu do badań profilaktycznych czy edukacji seksualnej. Są również kwestie tak zwane "bezpieczne", jak choćby skandaliczne prześladowanie matek przez ZUS za rzekomo zaległe składki.
Zadziwiające jest to, że w obecnej epoce parlamentarnej zdominowanej przez PO zauważalna jest tak głęboka obojętność na prawa kobiet. Można mówić o fiasku polityki równościowej w rządzie PO. Ale to za mało.
Po pierwsze mamy feralny i nieudany urząd pełnomocniczki ds. Równego Traktowania pani Radziszewskiej. Mamy zamęt kompetencyjny między nią a minister pracy Jolantą Fedak. Mamy bardzo złą współpracę rządu ze środowiskami kobiecymi. M To jest naprawdę niesamowite! Wreszcie mamy pana posła Gowina, którego działalność jest absolutnym horrendum z perspektywy praw człowieka jako praw kobiet.
Są to zadziwiające zjawiska, bo Dlaczego tak się marnie dzieje w PO - nie wiem i nie rozumiem.