I jeśli stanowi to jakiś kłopot, to głównie dla przeciwnika, któremu trudno jest ją skutecznie atakować. Platforma, co jest zabawnym paradoksem, stała się - można powiedzieć - partią wszechpolską albo rodzajem znanego z czasów PRL Frontu Jedności Narodu. Wszyscy byli wtedy za pokojem rozwojem, demokracją itp. Dzisiaj również wszyscy chcą, by Polacy kochali z wzajemnością Pana Boga, byli szczęśliwi, byli bogaci i mieli Euro.
>>> Mistewicz: Platforma staje się partią multiideową
Nie wyznaczyła ona dla siebie dotąd czytelnej granicy ideowej, bo nie posiada w istocie żadnego silnego komponentu ideowego, który nadawałby jej bardzo jasną tożsamość. Jest formacją lekką ideowo. Wbrew powszechnie funkcjonującemu schematowi Platforma nie jest również partią liberalną. W jej szeregach są oczywiście ludzie o liberalnych korzeniach, z samego założenia natomiast PO została w ten sposób skonstruowana, by nikt nie mógł się w niej czuć a priori odrzucony. Jej główną formułą jest rozmywanie różnic. Dotyczy to zarówno ludzi, którzy opowiadają się za zapłodnieniem in vitro, jak i ich przeciwników, zwolenników i przeciwników eutanazji. Również z czysto ludzkiego punktu widzenia człowiek, który partii da jakieś istotne atuty z racji swoich kompetencji, wiedzy, doświadczenia czy nazwiska, może się w niej znaleźć.
Bardzo świadomie tworzy się atmosferę, którą przed wojną Karol Irzykowski określił mianem terroru bezideowości. Dlatego w tej perspektywie posiadanie jakichś wyrazistych poglądów jest tam po prostu niegrzeczne, ba, źle widziane.
J tworzący jakąkolwiek tożsamość tego ugrupowania i będący jego prawdziwymi zwornikami.