Rząd nie przygotował żadnych poważnych (w sensie skali, a nie powagi i zadumy) obchodów 4 czerwca. Zaproszenie nawet kilkudziesięciu gości, to – proszę wybaczyć – duperele, a nie świętowanie. Platforma Obywatelska nie zostawiała suchej nitki na polityce historycznej PiS – że martyrologiczna, że koturnowa, cierpiętnicza i rozdrapująca rany. Miała rację. Miała też jednak szansę pokazać, że potrafi lepiej, tym bardziej że i rocznica – a to w Polsce wyjątek – trafiła im się wesoła, i nie trzeba palić zniczy. Nie zrobili nic.
Dokładnie tak samo spisał się legendarnie już nieudolny dwór prezydenta. Lech Kaczyński podkreśla, że ma prawo do tego święta. Oczywiście, że ma, ale skoro decyzję o tym, gdzie będzie je obchodził, podejmuje na miesiąc przed nim, to znaczy, że się tym średnio przejął, a jego pięćsetosobowa kancelaria nie potrafiła zorganizować żadnej uroczystości.
W tej sytuacji najfajniejszym akcentem tych obchodów będzie akcja Pawła Althamera „Wspólna sprawa”. Artysta chce przebrać grupę 160 swoich sąsiadów z warszawskiego blokowiska Bródno w złote skafandry, zapakować ich w złoty samolot i wysłać do Brukseli. Na pomysł bardzo nerwowo zareagowali oficjele z reżimu Tuska. Niby są za, ale nurtowało ich pytanie: dlaczego oni mają być przebrani akurat w złote skafandry?!
Patrząc na was, panowie, rzeczywiście można dojść do wniosku, że Althamer się myli.