Dziennik Gazeta Prawana logo

Szyfrant to łakomy kąsek dla obcych służb

21 maja 2009, 23:14
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Nam się wydaje, że obce wywiady interesują tylko jakieś ważne tajemnice polskiego państwa. Szyfrant Zielonka ich nie miał. Ale za to jego inna wiedza może być dla nich bezcenna. Wiedza o ludziach, ich relacjach rodzinnych i towarzyskich, gdzie podróżowali i z kim - mówi w rozmowie z Jerzym Jachowiczem były szef wywiadu i minister spraw wewnętrznych Zbigniew Siemiątkowski.


Zbigniew Siemiątkowski*: - Oczywiście, że jest atrakcyjny. Sam fakt, że blisko 30 lat był w środku różnych spraw wzbudza zainteresowanie innych służb. Wystarczy choćby to, że chodził przez te lata po korytarzach wywiadu i kontrwywiadu. Znał znał pokoje i kto z kim w nich siedział, wiedział z kim kto chodził "na dymka", jacy oficerowie byli ze sobą zakolegowani. Zna plotki i ploteczki, wie o słabościach wielu oficerów, zna hobbystyczne pasje niektórych, słyszał przypadkowe rozmowy w kantynie, wie jak się ktoś nosił, jakie ma usposobienie, kto miał zawsze pieniądze, a komu ich zwykle brakowało. Pamięta z kim był na kursach, kto był wykładowcą z jakiej dziedziny, kto przesiadywał do późnej nocy w coctail barze w ośrodku szkolenia oficerów wywiadu.


Nam się wydaje, że obce wywiady interesują tylko jakieś ważne tajemnice polskiego państwa. Szyfrant Zielonka nawet ich nie znał. Ale za to jego inna wiedza może być dla nich bezcenna. O ludziach, ich relacjach rodzinnych i towarzyskich, gdzie podróżowali i z kim. Wywiady pracują metodą "mozaikową"


Jak pan słyszał - "mozaikową". Zbierają dziesiątki, setki najróżniejszych informacji. Pozornie nie mają one ze sobą nic wspólnego. Doświadczony analityk wywiadu jest w stanie te setki rozproszonych informacji, niby kolorowe kamyki dopasować do siebie. I wtedy nagle z pozornego haosu tych wiadomości wyłania się logiczny i bliski rzeczywistości obraz jakiś wydarzeń, albo np. sylwetki człowieka, który interesuje obce służby.


Na razie obracamy się tylko w sferze informacji mediów. Może rzeczywiście, dokonał zamachu na własne życie. Jest przecież taka możliwość, jeśli brać poważnie doniesienia mediów o jego kłopotach zdrowotnych i to na tle psychicznym oraz o złej sytuacji w małżeństwie. Czasami dopiero po latach dramaty wychodzą na jaw. Bywało, że na flirtującą parę w lesie nagle spadał szkielet powieszonego człowieka, który tkwił tam trzy lata. Oby się to nie zdarzyło.


Tak, to oczywiste. Za taką wersją muszą iść odpowiednie kroki. Jestem przekonany, że już je zrobiono.


Trzeba sprawdzić dokładnie, co zwerbowany przez obce służby mógł wiedzieć. Bierze się jego książkę działań za ostatnie lata. Wysyła się błyskawicznie alarm o zamrożeniu wszystkich akcji, w których uczestniczyć miałby choć jeden człowiek, o którym zdrajca mógłby powiedzieć. Wycofuje się ludzi, wysyła się czyścicieli. Ich zadaniem jest zasypanie wszystkich śladów, po których mógłby poprowadzić zdrajca. Mówimy oczywiście hipotetycznie. Zresztą to wiedza poniekąd książkowa.


To prawda. Jeżeli media przekazują prawdziwe informacje muszę przyznać, że nie wyobrażam sobie, jak można było nie wyłapać tego, że oficer ma problemy zdrowotne, psychiczne. A jeżeli idzie na kilkutygodniowe zwolnienie, służby winny zbadać warunki, w jakich żyje.


Trafił pan w sedno. Bo choć pewne zasady obowiązują, to widać, że w praktyce nie są przestrzegane.


Niestety tak. Wie pan jak jest na Zachodzie? Tam ludzie, którzy wychodzą ze służb, pozostają nadal w ich orbicie. Przede wszystkim pomagają odnaleźć się na nowo w życiu. Ułatwiają znalezienie pracy pokrewnej z dotychczasowymi umiejętnościami. Często oficerowie odchodzący na emeryturę są w sile wieku, pod każdym względem sprawni. Trudno im jednak rozpoczynać życie jakby byli po maturze czy po studiach. To dzięki opiece służb znajdują szybko prace w firmach państwowych, w fundacjach, stowarzyszeniach. Głównie jako eksperci lub doradcy w sprawach bezpieczeństwa. Ich nazwiska są nadal w kalendarzyku szefów służb, wydziałów.Wywiady i kontrwywiady krajów zachodnich, po odejściu ze służby swoich oficerów, cały czas mają na nich oko. Kontrolują, monitorują, pomagają. Z jednej strony ochraniają ich przed osaczeniem przez obce służby, z drugiej strony wspierają. Nie konieczne finansowo, ale przede wszystkim psychicznie. Mijają lata, a oni co roku regularnie zapraszani są na różne uroczystości w "firmie". Ale też na spotkania indywidualne, np. na lunch, aby przy piwie mogli powiedzieć jak im się wiedzie, czy nie potrzebują pomocy.
U nas z kolei ludźmi, którzy wychodzą ze służb, ale także ludźmi, którzy pracowali wokół służb, nie interesuje się pies z kulawą nogą. Co robią, z czego żyją, z kim się spotykają, gdzie jeżdżą, za co, nikogo to nie interesuje. Wiadomo, że człowiek pozostawiony samemu sobie, ze swoimi kłopotami, materialnymi czy psychicznymi staje się podatny na najróżniejsze propozycje, które mogą ich z tych kłopotów wydobyć. A przecież każde służby mają do perfekcji opanowane sposoby zjednywania sobie odepchniętych, porzuconych, samotnych. Tym bardziej że zanim się zbliżą do człowieka, którego chcą zwerbować, mają dokładną wiedzę o jego sytuacji, znają na pamięć jego zainteresowania, pasje, słabości.

________________________________

*Zbigniew Siemiątkowski, były szef UOP, Agencji Wywiadu. Były minister spraw wewnętrznych

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj